Idealnie Nieidealni cz.9

Tak na wstępie chciałabym poprosić moich stałych czytelników, żeby mnie za tą część nie obrzucili kamieniami :D KOOOOOCHAM Was przecież :D <3
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Niedziela:
  Wczoraj w nocy, gdy wróciłam do domu, opowiedziałam wszystko Sebastianowi. Wkurzył się niemiłosiernie, ale poprosiłam go, żeby w to nie ingerował i mnie posłuchał. Zasugerował, że wizyta Magdy mogła być przyczyną zachowania Rafała. Nie tłumaczy go to jednak, bo mógł mnie o to zapytać. Brat zrobił mi gorące kakao i pocieszał jak najlepiej umiał. Opowiadał mi zabawne historie i wspominał nasze wygłupy z młodzieńczych lat, dopuki nie zmógł mnie sen. Kocham go za to jeszcze bardziej, bo nie mogłam zasnąć prawie do rana. Fajnie jest mieć starszego brata.
- Młoda? Młoooda? Eeej? - budzi mnie Seba i tarmosi za ramię dla lepszego efektu.
- Umarłam, zostaw mnie - mamroczę niewyraźnie.
- No weź wstawaj.
- Ale ja nie chcę - krzywię się.
- No otwórz oczy - nalega.
- Nie, bo śpię.
- To śpisz, czy umarłaś? - przekomarza się.
- Śpię snem wiecznym. To takie dwa w jednym - burczę.
- Idziesz z nami na piwo? - pyta.
- Z kim? - odpowiadam pytaniem i otwieram jedno oko, na co jego twarz wykrzywia się w szerokim uśmiechu.
- Z Kotem i Łysym - mówi o swoich dawnych kumplach.
- A gdzie idziecie? - patrzę już przytomniej zaciekawiona. Może uda mi się nie myśleć całego dnia o Rafale?
- Jeszcze nie wiem - odpowiada po chwili.
- To chodźmy nad wodę, prrrroszę! - patrzę na niego błagalnie.
- Jeśli ma Ci to sprawić przyjemność - uśmiecha się.
- Sprawi, Mondziole - szczerzę się do niego, a on uderza mnie boleśnie otwartą dłonią w udo i obrywa po łapach za nim zdąży je zabrać.
  Śmiejemy się, a ja się zwlekam z łóżka, grzebię chwilę w szafie i idę się wykąpać, jak mam w zwyczaju przed każdym wyjściem. Starannie depiluję swoje ciało i nacieram balsamem o pysznym zapachu jabłek. Pomimo upału nie zamierzam się smarować tym gównem do opalania, bo piach się później za bardzo przylepia do ciała, a to bardzo upierdliwe. Ubieram dwuczęściowy strój kąpielowy, a na niego luźną bluzkę i ulubione spodenki w czarno-różową kratkę. Włosy związuję wysoko w malutkiego koka i robię delikatny makijaż. Gdy opuszczam łazienkę, śniadanie już na mnie czeka. Ale za nim udaję się do kuchni, pakuję duperela do plecaka. Zjadam kromki z pomidorem i ogórkiem i popijam sokiem pomarańczowym. Brat, już ogarnięty, pali Viceroya czerwonego przy otwartym oknie.
- Najedzona? Napita? - patrzy na mnie z uśmiechem, a ja mu kiwam głową. - To idziemy, bo chłopaki czekają już na nas.
  Biorę plecak, okulary przeciwsłoneczne i wychodzimy. Gdy przekraczam próg klatki, od razu atakuje mnie gorąc. Coś za upalnie jak na ranek. Wyciągam telefon i sprawdzam godzinę. Jest 13:42. Zonk. Ile ja spałam!?
- Seba, o której mnie zbudziłeś? - pytam zdziwiona brata.
- Po dwunastej jakoś. A czemu?
- Bo nie ma dżemu - pokazuję mu język i obrywam w ramię. Lekko, więc się tylko śmieję i podchodzimy do kolegów.
  Witamy się z nimi. Pierwszy nazywa się Emil Kot, stąd też jego ksywa. Wzrostu, to ma ponad dwa metry i jest dość chudy. Taka tyka z czarną czupryną. Ma jakieś dwadzieścia siedem lat. I zawsze strasznie słodzi dziewczynom. Największa jego cechą jest to, że można z nim śmiać się ze wszystkiego. Zawsze się ze sobą przekomarzamy, co czasami wygląda jakbyśmy się podrywali. Jednak żadne z nas nie traktuje tego poważnie i jesteśmy sobie całkowicie obojętni. Nasza relacja to kolega - koleżanka i żadne z nas nie chce tego zmieniać. Drugi samiec, to jest Łysy, nazywa się Damian Rawski. Chodził z moim bratem do jednej klasy. Jest blondynem, ciut wyższym ode mnie i codziennie goli włosy na głowie do zera. Zawsze żartujemy, że są z Kotem żonami, bo wiecznie pałętają się razem i rzadko się ich trzeźwych spotyka. Witam się też z kierowcą, którego nie znam. Ładujemy się do auta i po piętnastu minutach jesteśmy na miejscu. Wysypujemy się z samochodu na poboczu, bo nie ma nawet gdzie zaparkować.
- Łożesz Ty! Więcej ich mama nie miała? - narzeka Kot i równocześnie łapie się za głowę, gdy dostrzega jaka ciasnota jest na plaży.
- Ale oni nie są wszyscy z jednego miotu - uśmiecham się do niego.
- Grabisz sobie, piękności, oj grabisz - kręci zabawnie głową.
- Co mi zrobisz, jak już sobie nagrabię? - kiwam mu brwiami.
- A co tylko będziesz chciała - mówi z nieodpalonym papierosem w zębach i w między czasie wyciąga z bagażnika reklamówki z piwem. - Trzymaj, ta jest lekka - podaje mi siatkę z chipsami i paluszkami.
  Chłopaki biorą resztę prowiantu, duży koc i idziemy szukać wolnego miejsca, a kierowiec odjeżdża. Przechodzimy z 500 metrów, za nim nam się to udaje. Rozkładamy koce, oni swój wielki, a ja mój mniejszy. Każdy bierze sobie po jednym piwie, a resztę zagrzebujemy w piasku, żeby się nie nagrzały.
- Chodźcie do wody - proszę ich.
- Czekaj, wypijemy i pójdziemy - odpowiada Łysy.
- W wodzie też możemy pić - mruczę niezadowolona.
- Ja mogę z Tobą iść - mówi Kot i się podnosi.
- No dalej, jak Kot się nie boi futerka zamoczyć, to wstyd że Wy się cykacie - mówię ze śmiechem.
- Słoneczko, bo jak Cię za raz przełożę przez kolano... - odpowiada Emil z uśmiechem kręcąc głową.
- Nie przekładaj, bo ja nie Ty, żebym miała dziewięć żyć - śmieję się z niego.
- ŻE CooO? - mówi głośno i wesoło. - Ja już osiem wykorzystałem, więc mamy po tyle samo - kiwa do mnie głową.
- Ale Ty zawsze spadasz na cztery łapy, a ja się nie raz chcę zabić na prostej drodze - dalej mu dogryzam.
- Za to jego psy bardziej ganiają - dorzuca Łysy.
- Chyba suki - dokłada Sebastian.
- Jakie tam suki, Młody, to są kocice - odpowiada rozbawiony.
- Taaa... A Ty kita do góry i za nimi - śmieje się Łysy.
- Nie inaczej! - mruczy ożywiony. - A jak Ty myślałeś? Jedno życie mi zostało, to trzeba dobrze wykorzystać - mówi wesoło Emil.
- Tylko uważaj, żeby Cię jakaś nie podrapała - cieszę się do niego. Woda sięga mi już szyi, więc się tu zatrzymujemy.  
- Jak jęczą, to i czasem drapią - wzrusza ramionami i robi bezradną minę.
- Zboczuch - krzywię się z udawanym obrzydzeniem.
- Od razu zboczuch - patrzy na mnie spode łba, ale uśmiech nie opuszcza jego ust. - Romantyk.
- Romantyk!? Chyba dachowiec - natrząsam się z niego.
  Żartujemy, aż dopijamy piwa i Łysy zanosi butelki tam, gdzie zostawiliśmy nasze klamoty. Gdy wraca, proszę chłopaków, żeby nauczyli mnie pływać. Okazuje się, że tylko Kot to potrafi. Pokazuje mi różne style, a później konkretnie tłumaczy i demonstruje co i jak. Totalnie mi to nie wychodzi.
- Pieskiem spróbuj - mówi Seba śmiejąc się ze mnie.
- Młoda, kotkiem lepiej - komentuje Łysy i zaczynamy znów rechotać.
- Kotkiem nie, bo jak mi się wody do uszu naleje, to będę zdychać - cieszę się do niego.
- Jak się naleje, to wytrzepiesz - odpowiada Kot.
- Ty mi tu z trzepaniem zboczeńcu nie wyjeżdżaj - mówię ze śmiechem, a on mnie chlapię wodą. Zresztą, ja mu nie pozostaję dłużna.
- Seba, i co ja mam z nią zrobić? Wredota taka, ale utopić szkoda - śmieje się do mojego brata.
- Ja? Wredna? Ależ nigdy w życiu - jawnie kłamię.
  Wygłupiamy się i śmiejemy z przerwami na kursowanie po nowe piwo lub odniesienie butelek. Często też wychodzimy zapalić. Nauka pływania idzie mi co raz lepiej i chłopaki się już tak bardzo nie natrząsają ze mnie. Wspólnie doszli do wniosku, że opracowałam nowy styl pływania - rozpaczliwy. Świry! Nie piłam równo z samcami, bo byłam zajęta taplaniem się w wodzie. Koło szesnastej wyczłapaliśmy z jeziora, bo byłam już zmęczona i głodna. Wyjście z Sebastianem, to był genialny pomysł. Całkowicie oderwałam się od myśli i chyba w końcu poczułam się szczęśliwa. Wiem, że gdy tylko wrócę do domu, to ta iluzja opadnie, ale postanowiłam na razie o tym nie myśleć i cieszyć się chwilą. Brakło nam alkoholu, więc Seba prosi mnie, żebym z nim poszła kupić po jednym piwie, a Łysy dzwoni do kogoś, żeby dowiózł więcej. Ruszamy nagrzaną plażą, a piasek parzy w stopy. Z wielką ulgą schodzę na trawę obok wąskiej asfaltowej drogi. Kiedy jesteśmy niedaleko budki z napojami i przekąskami, pod dużym parasolem na ławeczce dostrzegam twarz Wojtka. Od razu mój uśmiech zmienia się w wielkiego zaciesza. Siedzi bez koszulki i z kimś gada, ale nie widzę z kim, bo zasłania mi go jakiś wysoki grubas, który siedzi przy stoliku przed nimi. On (Wojtas, nie grubas) też mnie zauważa i się cieszy. Od razu wybiega do mnie po nagrzanym asfalcie. Ja też biegnę w jego stronę, a gdy się zderzamy, to o mało nie wybijam sobie zębów o jego ramię. Porywa mnie w ramiona z tekstem "no sieeeeema!" i śmiejąc się obracamy się wielkimi, niezdarnymi krokami o trzysta sześćdziesiąt stopni. Wypuszcza mnie po chwili z niedźwiedziego uścisku i schodzimy pospiesznie na bok. Nie żebyśmy się przejmowali że blokujemy drogę jakiemuś facetowi w czarnej osobówce. On może poczekać. Schodzimy, bo asfalt nas parzy w nasze bose stopy.  
- A skąd Ty tutaj? - pytam go wesoło.
- A z choinki się urwałem - cieszy się do mnie.
  Podchodzi do nas Sebastian, który nie miał natychmiastowej potrzeby przywitania się i zostawiłam go trochę w tyle.
- A kogóż moje oczy widzą? - uśmiecha się do Sebka na powitanie. - Wielki powrót na stare śmieci? - wyciąga w jego stronę dłoń.
- Cześć - brat podaje mu rękę. - No stęskniłem się za tą tu gówniarą - wskazuje mnie brodą i od razu obrywa ode mnie z pięści w przedramię. Oczywiście sobie oddaje i wszyscy się z tego śmiejemy.
- Nic się nie zmieniliście - podsumowuje kręcąc głową. - Gdzie się zatrzymałeś? - pyta Sebastiana Wojtek.
- Gnieciemy się u Młodej - odpowiada lekko mnie popychając, a ja nadeptuję mu na stopę i napieram przez chwilę z całej siły, a on znowu uderza mnie w ramię. No zachowujemy się jak dzieci, ale kto by się tam szczegółami przejmował.
- Dawno przyjechałeś?
- W piątek w nocy i zostanę dopóki nie zbrzydnę tej kozie - krzywi się w moją stronę.
- Już mi zbrzydłeś - pokazuję bratu język i odskakuję za nim zdąży mnie popchnąć, a Wojtas się z nas śmieje. - Żartowałam Sebuś, przecież wiesz że Cię kocham - uwieszam mu się na ręce.
  Chłopaki się znają, bo wychowaliśmy się niedaleko siebie, a poza tym razem chodziliśmy do szkoły. Nigdy nie byli kumplami, ale wrogami też nie i zawsze normalnie ze sobą gadali. No, prawie zawsze. Raz Seba spuścił mu omłot, za to że Wojtas mi dokuczał, ale to było jeszcze w podstawówce, więc się nie liczy. Takie tam dziecięce wybryki.
- Gdzie idziecie? Może przysiądziecie się do nas, to pogadamy?
- Po piwo. Jak chcesz to chodź do nas, bo z nami jest jeszcze Kot i Łysy - uśmiecham się jeszcze szerzej do niego, bo jego z nimi łączy podobna relacja jak z moim bratem.
- Marta, ale ja z Romeem jestem - patrzy na mnie ciekaw mojej reakcji.  
  Totalny zonk. No i mnie zatkało. Gapię się na niego, serce mi wali jak oszalałe, a moje wnętrze związuje się w supeł. Niebieskooki tutaj!? Zerkam tam, gdzie siedział Wojtek i napotykam spojrzenie Rafała. Chce mi się płakać, ale nie chcę żeby Wojtas się dowiedział jak bardzo Niebieskooki mnie zranił. Biorę głęboki oddech na uspokojenie. Nie chcę, żeby się bili. Nie chcę, żeby ktokolwiek krzywdził Rafała, bo go kocham. Mścić się też na nim nie zamierzam, bo to niedojrzałe i nikomu jeszcze nie pomogło. Nie łudzę się też, że będziemy razem, ale wiem że nadal go podniecam i planuję to wykorzystać. Przynajmniej będę mogła być blisko niego. No oczywiście jeżeli Rafał się najpierw zgodzi do nas dołączyć. Patrzę na Sebę, później Wojtka, którzy mi się przyglądają. Uśmiecham się z udawaną obojętnością i ruszamy w stronę pseudobaru.
- No i? Jeśli mu nie przeszkadza moje towarzystwo, to przyjdźcie do nas - mówię do Wojtasa.
  Seba zaczyna gadać z Wojtkiem o pracy, a ja ich w ogóle nie słyszę. W mojej głowie krąży tylko Niebieskooki. Czuję silne, rytmiczne uderzenia mojego serca. Rafał wpatruje się we mnie, ale nie zdradza żadnych emocji. Wydaje się taki odległy, chociaż dzieli nas zaledwie kilka większych kroków. Jego skóra jest lekko czerwona od słońca. Ogolił się, ale wciąż ma długawe włosy i to w cudownym artystycznym nieładzie. Chciałabym wpleść w nie palce i sprawdzić czy są tak miękkie jak zapamiętałam. Wyobraziłam sobie to zbyt bardzo, bo aż poczułam atak kiślu. Niebieskooki zlustrował mojego brata wrogim spojrzeniem, ale Seba pochłonięty rozmową nawet tego nie zauważył. Oczy Rafała wpatrują się w moje. Na jego skroni dostrzegam siną plamę i już wiem w co przywaliłam drzwiami. Nagle wydaje mi się to cholernie zabawne. Prawie zabiłam swoją wielką miłość. Nie dość że dosłownie to jeszcze drzwiami. Ja pierniczę... Mimowolnie uśmiecham się do tej myśli i zauważam, że kąciki jego ust też się lekko uniosły.
- Cześć - mówi pierwszy. Jego głos jest cichy i lekko przychrypnięty. Aż mnie ciarki przechodzą. Uffff... Kamień z serca. Nie udaje że mnie nie zna.
- Hej - rzucam niepewnie, bo w ułamku sekundy straciłam całą pewność siebie.
  Mijam go już nie patrząc dłużej na niego. Czuje jego spojrzenie na plecach. Uświadamiam sobie że Sebastian też mi się przygląda i że wciąż mu wiszę na ręce, a co gorsza, moja ręka zaczyna się pocić, więc go puszczam. Wojtek został przy Rafale, ale nie mam odwagi spojrzeć w tamtą stronę.
- To ten koleś? - cicho pyta mnie brat.
- Nooo... - kiwam mu głową. - A tą śliwę na głowie, to ja mu wczoraj niechcący stworzyłam - zaczynamy się śmiać.
- Młoda, Ty się niebezpieczna dla otoczenia zrobiłaś. Strach się bać - dogryza mi.
- No to Ty se za dużo kurwa nie pozwalaj - Mówię powoli, akcentując każdy wyraz i gestykulując. Równocześnie przybieram napuszoną pozycję mięśniaka i zadzieram głowę, ale nie udaje mi się pozostać w tej pozie zbyt długo. Parskamy śmiechem i kupujemy cztery Tyskie. Nawet pani sprzedająca piwo się z nami śmiała. Podchodzimy do stolika chłopaków.
- To idziecie? - pytam Wojtka. Kątem oka zauważam, że Rafał ma zaciśnięte w kreskę usta i przygląda się mojemu bratu. Ten kretyn na serio myśli, że to mój facet!
- A no nie będziemy tu sami cywieć - odpowiada Wojtas.
- Poznaj mojego brata Sebastaina - uśmiecham się do Rafała i przenoszę wzrok na Sebę. - To jest mój PRZYJACIEL Rafał. Uważaj, bo pyskate toto, wredne i nie lubi dopuszczać ludzi do słowa - złośliwie kontynuuję, akcentując słowo "przyjaciel" i patrząc w oczy Niebieskookiego. Sebastian się uśmiecha do mnie, ale Rafała obdarza chłodnym spojrzeniem i podaje mu dłoń.
- I kto to mówi - burczy pod nosem niezadowolony Rafał, ale znów kąciki ust mu się podnoszą i wita się z Sebą. Nie komentuję tego, tylko przedrzeźniam go tak, żeby zobaczył to tylko Seba i razem się śmiejemy.
  Kiedy wracamy, chłopaki się witają i pijemy zimne piwa. Zaczynają gadać o pracy, więc zaczynam znów przekomarzać się z Kotem. Rafał dyskretnie mi się przygląda i szczerze powiedziawszy, ja jemu też. Chcę iść do wody, ale samcom już się nie chce, bo przyjechała dostawa alkoholu.
- Za raz mnie zanudzicie na śmierć - warczę niezadowolona. - Ja idę do wody, jak ktoś chce ze mną, to zapraszam - rzucam wesoło i ruszam w stronę jeziora, nie odwracając się za siebie. Mam cholerną nadzieję, że Rafał pójdzie za mną.
  Kiedy jestem już w wodzie do pasa, odwracam się z walącym sercem i czuję się szczerze rozczarowana, że za mną podąża tylko Emil. Kurwa nooo... Mam zaproszenie specjalne wysłać Rafałowi!? Boję się jego reakcji i dlatego go wprost nie poprosiłam, żeby poszedł ze mną. Miałam nadzieję mu podogryzać, żeby sprowokować go do rozmowy. Jakiejkolwiek rozmowy. Nawet o śmiesznych człowiekach, których tu pełno. Ponarzekać na kamienie na dnie, albo na glony. Pomarudzić na upał, mimo że ja akurat lubię taki ukrop. Chociaż wodą się z nim pochlapać. Do oczu napływają mi łzy, gdy uświadamiam sobie, że jestem mu już chyba obojętna. Zatykam palcami nos i zanurzam się cała na chwilę. Nie chcę, żeby ktoś widział że płaczę, ani jak bardzo jestem nieszczęśliwa i jak mi cholernie przykro, bo czuję że mnie coś w życiu omija i że być może nie uda mi się tego odzyskać. Wiem, że jeśli zacznę bezpośrednio się starać o Rafała, to go stracę na amen. Samce nie lubią jak się im zbytnio ktoś narzuca. Czekanie odpada, bo jestem niecierpliwa. Muszę jakoś go sprowokować do działania, zainteresować sobą, ale tak, żeby on tego nie zauważył. Musi być pewien, że inicjatywa wyszła od niego. Z myśli wyrywa mnie struga wody posłana w moją stronę przez Kota. Zaczynamy znów się chlapać.
- Dobra rozejm! - piszczę w końcu, bo totalnie nic już nie widzę.
- Masz dość? - śmieje się ze mnie, a ja mrugam oczami, żeby odzyskać wzrok.
- Nie, marzę o więcej i dlatego proszę żebyś przestał - rzucam z ironią.
- Mówisz masz - znów mnie chlapie, ale tym razem udaje mi się złapać przewagę i to on pierwszy prosi o rozejm.
  Pływamy chwilę koło siebie, w wodzie do szyji. Czyli on dobre dwa metry ode mnie i wcale nie sięga mu szyi, chociaż jest w głębszym miejscu. No mówiłam że tyczka, nie facet.
- Kochana, dawaj na głęboką, już dobrze Ci idzie - uśmiecha się do mnie.
- No chyba Ty chory jesteś - mówię rozbawiona.
- Piękności, jak się nie odważysz, to się nigdy nie nauczysz. A jak coś, to ja Cię złapię i pomogę wrócić na płytszą wodę. Musisz pokonać strach jak chcesz umieć pływać - mówi z uśmiechem, ale nie żartuje.
- To chodź koło mnie, bo nie będę umiała zawrócić - właśnie się zgodziłam na jego propozycje. "Chyba Cię pojebało!" - uruchomił się mój mózg, co wywołało zaciesza na mojej twarzy, bo ostatni mało złośliwych komunikatów mi wysyłał. Brakowało mi jego kreatywnych rad i komentarzy.
  Podszedł do mnie i zaczęłam płynąć w stronę środka jeziora. Wiadome że w życiu bym tam nie dopłynęła, dlatego tylko o kierunek mi chodzi. Kot idzie obok mnie.
- Bardziej wyciągaj ręce. Pracuj więcej ramionami. Teraz lepiej. Lekko obracaj głowę jak wyciągasz ręce. Ale jak prawa ręka, to głowa w lewo. O widziałaś - poprawia moje błędy i udziela rad. Cholernie się ucieszyłam, bo zaczęło mi wychodzić. - A teraz chodź, bo grunt mi się pod nogami kończy.
  Łapie mnie pod pachy i przyciąga do siebie. Obejmuję go ramionami, a on przenosi swoje ręce na moją talię. Trochę krępuje mnie jego bliskość, ale staram się to zamaskować. Oddycham dość ciężko, bo się trochę zmęczyłam. Wciąż wykonuję zbyt gwałtowne ruchy i będę musiała jeszcze nad tym sporo popracować.
- Ależ Ty się do mnie kleisz - uśmiecha się do mnie.
- Jak gacie do dupy - szczerzę się.
  Stoimy tak chwilę przekomarzając się, aż w końcu czuję się na tyle silna, żeby wrócić. Emil pomaga mi się położyć na wodzie i wysuwa z pode mnie ręce. Bez problemowo dopływam do płycizny i cieszę się jak małe dziecko. Powtarzamy to wszystko jeszcze raz i wracamy do samców. Rzucam się na szyję stojącemu Sebasianowi. Omal go nie wywracam.
- Umiem pływać! Umiem pływać! - piszczę podniecona i dumna z siebie.
- Stylem rozpaczliwym? - śmieje się ze mnie.
- Nie wiem jakim, bo to nie ważne, ale grunt że umiem pływać! - cieszę się jak dziecko lizakiem, a oni się ze mnie śmieją. Nawet Rafał się delikatnie uśmiechnął, ale udałam że nie widzę, żeby nie gasić tego uśmiechu.
  Siadam na swoim kocu i przyklejam się do wody mineralnej. Nie chcę się dziś upić, więc na razie rezygnuję z alkoholu. Odpalam sobie papierosa i zaciągam się głęboko. Faceci nadal pieprzą o głupotach, tylko przerzucili się teraz na obgadywanie motorów. Zwłaszcza Seba i Rafał zażarcie dyskutują. Pomimo wcześniejszej wrogości, chyba się polubili. Zresztą mojego brata ciężko nie lubić.
- Łysy, podasz mi piwo? - zmieniłam jednak zdanie. Za nim oni skończą gadać, to spokojnie mogłabym jeszcze czteropak wydźgać.
  Za nim Damian zdąży się ruszyć, robi to Rafał, bo ma bliżej. Wygrzebuje z piasku dość głęboko zagrzebaną puszkę. A później skądś wyczarowuje chusteczkę. Patrzy mi przez chwilę w oczy i mi podaje jedno i drugie muskając swoimi, moje palce. Aż mi się gorąco od tego w środku zrobiło i zapomniałam mu podziękować. Na oklejonej pisakiem puszce, widnieje małe, nierówne serce. Skaczę z radości, na szczęście tylko w duchu. Patrzę na niego chcąc złapać jego wzrok, ale nie zwraca na mnie uwagi. Polewam górę puchy wodą mineralną, tak żeby nie uszkodzić serduszka, wycieram chusteczką i otwieram Leszka. I w tym momencie doznaję olśnienia, że dał mi SWOJE piwo, a nie nasze. Nam dowieźli Żywce, a on wie że ja nie lubię piwa tej firmy. To takie cholernie miłe, że pamięta taki drobiazg. No i jak tu nie kochać tego idioty? "To się z nim zaprzyjaźnij" - zrzędzi mój mózg i psuje mi humor. Gdy kończę piwo, to ciągnę samców do wody. Wojtka po drodze zgarniają jego koledzy, więc mówi nam, że za raz przyjdzie i odchodzi z nimi. Rafał nawet się nie oderwał od swojego ręcznika. Znów mi jest cholernie przykro, ale nie daję tego po sobie poznać.
- To jak Perełeczko, płyniemy? - pyta Kot.
- A złapiesz mnie później? - odpowiadam pytaniem i unoszę brwi.
- Słońce, kogo jak kogo, ale Ciebie bym nie złapał? - uśmiecha się do mnie.
  No i płyniemy. On też płynie obok mnie i staje tylko po to, żeby pomóc mi zawrócić, ewentualnie odpocząć. Robimy około dziesięciu takich rundek. Nie wiem ile dokładnie, bo już dawno straciłam rachubę. Kilkukrotnie łapią mnie skócze w prawą stopę, ale są raczej denerwujące niż bolesne, więc je ignoruję. Za każdym razem, gdy wracamy do Seby i Łysego, to zerkam w stronę ręcznika, ale widzę tylko kolana Rafała. No pieprzona Łajza, boi się tej wody, czy co? "Raczej Ciebie" - wtrąca swoje trzy grosze mózg. Mnie? Czemu? Przecież nie mam drzwi pod ręką, żeby go zabić.
- Dawaj młoda jeszcze jedną rundkę - uśmiecha się Kot.
- Ścigamy się? - rzucam zaczepnie.
- Jesteś pewna, że chcesz? - pyta.
- Nie masz ze mną nawet najmniejszych szans - jawnie kłamię, pokazuję mu język i zaczynam płynąć.
  Moje ruchy są zbyt szybkie i nerwowe. Zostałam lekko w tyle, bo przeceniłam swoje możliwości i cholernie się zmęczyłam. Ciężko mi płynąć i w końcu nalewa mi się wody do ust. Próbuję ją wypluć, ale nalewa mi się jeszcze do nosa. Pluję i parskam, odruchowo usiłuję stanąć na nogach. I to jest najgłupsza rzecz, jaką tylko mogłam zrobić. Pod stopami nie mam dna, więc nie mam na czym oprzeć stóp. Zaczynam się nerwowo rzucać i jezioro pochłania mnie całą. Uświadamiam sobie, że tonę. Myśl że mam umrzeć, wydaje mi się niemal śmieszna. Nierzeczywista. Niemożliwa. Odległa. Połykam jeszcze więcej wody i czuję w klatce piersiowej ostry ból. W uszach mi szumi, bo i tam ta pierdolona woda się wdarła, pozbawiając mnie słuchu. Serce wali jak oszalałe. Na oczy kompletnie nic nie widzę, mam je kurczowo zaciśnięte. Szczypiąca woda uniemożliwia ich otwarcie. Ogarnia mnie panika. Chaotycznie zaczynam machać rękami i nogami, aby tylko się wydostać na powierzchnię. Udaje mi się w końcu odepchnąć od dna, po czasie, który wydaje się wiecznością. Strach mnie obezwładnia. Nie potrafię logicznie myśleć. Zaczerpuję powietrza, ale ten oddech jest płytki. Za płytki. Otwieram usta do krzyku, ale zalewa mi je woda. Od razu znikam z powrotem pod taflą zalewu. Zawzięcie walczę o powietrze, ale połykam tylko wodę. Nos mnie piecze w środku i jest całkowicie zatkany. Moje dłonie raz po raz młócą wodę, żeby się czegoś uchwycić. Nawet nie zdaję sobie z tego sprawy, dopóki nie natrafiam na COŚ stabilnego. Próbuję się na TO wspiąć, ale co chwilę mi COŚ przeszkadza. Zaciskam z całej siły ręce na tym i udaje mi się odbić od TEGO i zaczerpnąć powietrza, ale po sekundzie znów znikam w jeziorze. Totalnie nie panuję nad swoim ciałem. Znów próbuję się rozpaczliwie ratować, ale COŚ mnie odpycha za ramię. Wytężam całe siły i wywalczam kolejny chaust powietrza. Próbuję wyjść jeszcze wyżej, ale wpadam razem z TYM co trzymam pod wodę. Zaczynam opadać z sił. Po chwili się wynurzam z TYM, a raczej TO mnie unosi. Całkowicie nie panując nad sobą, szaleńczo staram się TO wepchnąć pode mnie. Desperacko wyłażę na TO. Aby tylko do góry. Do powietrza. I po raz kolejny razem z TYM się wynurzam i znikam pod taflą jeziora. Cholernie bolą mnie mięśnie. Czuję, że jestem już na krawędzi życia i śmierci. Moje myśli zaczynają szaleć. Nie mogę umrzeć. Przecież nie powiedziałam Rafałowi jak bardzo go kocham. Nagle czuję, że to cholernie ważne. To się nie może tak kurwa skończyć! Nie i chuj! Próbuję jeszcze walczyć. Ale wodę gówno obchodzą moje przemyślenia. Jest bezlitosna. Jest sprytniejsza niż ja. Nie ma skrupułów. Nie ma litości. Nagle COŚ mnie mocno uderza w głowę i wciągam do płuc jeszcze więcej tej pierdolonej wody. Już nie mam siły walczyć. W wyobraźni mam tylko te kurewsko smutne, niebieskie oczy. Smutne, bo nie dałam dojść do słowa Rafałowi, a później się wszystko pogmatwało. Próbuję marnymi resztkami sił jeszcze się uratować, ale wiem, że to już koniec. Przegrałam. Nie powiedziałam mu. Nie powiedziałam mu kurwa, że go kocham. I już nigdy nie będę miała okazji tego zrobić. Nie dowie się, że jest dla mnie najważniejszy. Że Magda mu powiedziała o Sebastianie, a nie kimś obcym. Nie powiem mu... Moja głowa eksploduje potwornym bólem i wszystko gaśnie. Nie ma już pięknych, smutnych, niebieskich oczu. Nie ma myśli. Nie ma bólu. Nawet nie zdążyłam pomyśleć że umarłam. Nie ma nic. Pochłania mnie błoga ciemność i nieświadomość...


________
To nie koniec bajki jak coś :D dziękuję za komentarze i łapki w górę :D kolejną część postaram się dodać jak najszybciej :P Za błędy przepraszam, ale wena mnie pochłonęła :D :P

3 862 czyt.
12086100% 34
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 5017 słów i 26841 znaków. ·

Komentarze (20)

 
  • Joan

    Joan 5 gru 2015

    Oż ty kreaturo cudna..... Zapomniałam jak dobrze piszesz!!!!

  • bbb

    ~bbb · ip:46.151.20.* · 9 lip 2015

    Kiedy następna???? Nie mogę się już doczekać

  • madziax

    madziax 9 lip 2015

    Super kiedy kolejna ?

  • Wiktor

    ~Wiktor · ip:82.160.125.* · 8 lip 2015

    Witaj!!!. Kamieniami nie obrzucę, ale pomidorem dostaniesz hihi ( oczywiście żart). Muszę powiedzieć, że dobrze Ci idzie. Opowiadanie podoba się. Pozdrawiam Wiktor

  • Marlens

    ~Marlens · ip:46.174.224.* · 8 lip 2015

    Oooo nie... :(:(:(:(

  • Anula

    ~Anula · ip:79.186.16.* · 8 lip 2015

    Szybko.. pisz następna. Nie mogę się doczekać.

  • hej ho

    ~hej ho · ip:83.31.150.* · 7 lip 2015

    To niech cie dalej wena chłonie bo to cudowne!!

  • Kika

    ~Kika · ip:83.4.103.* · 7 lip 2015

    Noooo!!!!!! Super! Kolejna jak najszybciej

  • margaret

    ~margaret · ip:82.145.221.* · 7 lip 2015

    super kiedy kolejna część

  • siemka

    ~siemka · ip:178.183.137.* · 7 lip 2015

    szybko ! szybko ! pisz następną

  • mysza

    ~mysza · ip:83.30.104.* · 7 lip 2015

    Rafał ją uratuje, prawda?! On ją musi uratować. Przecież są dla siebie stworzeni :'(

  • nelka

    ~nelka · ip:79.185.174.* · 7 lip 2015

    Super ekstra teraz tylko boski Romeo musi stać się ratownikiem

  • głupia ja

    ~głupia ja · ip:83.31.150.* · 7 lip 2015

    Kobieto! Zabije cie! W takim momencie ZNOWU przerywasz xD kiedy następna? ? A i to chyba najlepsza część tego opowiadania

  • Tralalala

    ~Tralalala · ip:83.10.103.* · 7 lip 2015

    No kochana musze ci powiedziec ze to moj ulubiony rozdzial niecierpliwie czekam na dalsza część

  • inez

    ~inez · ip:31.61.136.* · 7 lip 2015

    Super, genialnie budujesz napięcie. Kazda czesc odkrywa nowy kawałek tej historii i chce sie więcej. Bardzo bardzo mi się podoba.

  • Jaga

    ~Jaga · ip:141.0.12.* · 7 lip 2015

    Jedna z najlepszych części tego opowiadania

  • bbb

    ~bbb · ip:46.151.20.* · 7 lip 2015

    Czekam na następną część! Jesteś boska

  • Malutka

    ~Malutka · ip:83.18.213.* · 7 lip 2015

    Jak mogłaś skończyc w takim momencie? :( jesteś okropna! XD

  • Jessica

    Jessica 7 lip 2015

    Pisz szybko kolejny rozdział

  • Lilili

    ~Lilili · ip:178.217.249.* · 7 lip 2015

    Prosze dodaj tez opis tego wydarzenia z perspektywy Rafala