Idealnie Nieidealni cz.16

Trzy lata wcześniej:
***Marta***
To było zaraz po tym, jak matematyczka wpuściła nas do sali. Zdążyłam tylko zająć ulubione miejsce miejsce w trzeciej ławce pod oknem, oraz wyjąc z torebki podręcznik, zeszyt i piórnik. Drzwi wejściowe się otwarły i przyniosły kłopoty, a właściwie jeden gruby kłopot.
- Cześć Bożenko. Mogę Ci zabrać na chwile jedną dziewczynkę? - zapytała kobieta w wieku około czterdziestu lat.
- Cześć. Tak, tak, oczywiście – odparła nasza babka od matmy, podeszła do niej i zaczęły coś po cichu knuć.  
W między czasie zdążyłam powiedzieć siedzącej obok mnie Ance, że ta baba to na bank po mnie przyszła, bo tydzień wcześniej wychowawczyni mnie uprzedziła, że pedagog chce się ze mną widzieć. Obie już wcześniej miałyśmy z nią do czynienia, więc wiadome było co się święci. Ania kazała mi się schować.
- Chyba kurwa pod ławkę – mruknęłam zrezygnowana.
Moja kumpela jednak wpadła na inny, choć muszę przyznać niecodzienny i dość nietypowy pomysł. Wyrwała z zeszytu kartkę i zasłoniła nią moją twarz.
- Ogarnij się zjebie – szepnęłam i obie zaczęłyśmy chichotać.
- Cicho, udawaj dałnie że Cię nie ma – odparła rozbawiona jeszcze bardziej.
- Uważaj, bo wcale mnie nie widzi!
- Aniu, pozwól na chwilkę – dobiegł nas pogodny głos pedagożki.
- Kurwa! I po co ja Cię chowałam! - zdążyła szepnąć zrezygnowana Sandra.  
Moja radość z nieszczęścia kumpelki nie trwała długo. Niespełna piętnaście minut później rozległo się pukanie i ponownie otwarły się drzwi klasy. Stanęła w nich ta sama baba i przerzucała wzrok to na matematyczkę, to na mnie.
- Bożenko, wzięłam nie tą dziewczynkę, ale z nią też mam do pogadania. Mogłabym jeszcze poprosić Martę Rakowską?
- Stało się coś? - zapytała belferka patrząc na mnie podejrzliwie.
- Nie, nie. Tak tylko chciałam z nimi porozmawiać – zapewniła pedagog.
- Marta, idź z panią Sawicką.
Szłam za grubą, rudą babą, która za wszelką cenę starała się wyglądać jak ucieleśnienie dobra, szczęścia i harmonii. Może i by się jej to udało, gdyby nie miała fałszu w oczach. Można się uśmiechać, mówić piękne słowa i tak dalej, jeśli jeśli uważasz kogoś za gorszego, to i patrzysz na niego jak na kupę gówna.
W gabinecie starałam się nie patrzeć na Ankę, ale mimo to brzuch trząsł mi się od śmiechu i traciłam kontrole nad mimiką twarzy. Spuściłam głowę w dół i starałam się to ukryć po grzywką. Zazdrościłam koleżance że siedziała bliżej drzwi, bo ja musiałam koło biurka pedagożki.
- Czemu dziewczynki się nie uczycie, co? - zapytała tym samym przymilnym głosem, a my milczałyśmy.
W myślach powtarzałam sobie jak mantrę: „Nie patrz na Ankę! Tylko nie patrz na Ankę! Nie patrz, kurwa, na Ankę!” Mimo to postanowiłam aby zerknąć i natychmiast tego pożałowałam, bo ona w tym samym czasie zrobiła dokładnie to samo. Obie przyłożyłyśmy natychmiast dłonie do ust niby to kaszląc, żeby tylko nie parsknąć śmiechem. Z czego się śmiałyśmy? Właściwie to ze wszystkiego począwszy od pomyłki pedagog, przez wygląd i udawanie miłej, aż do jej przymilnego zachowania.
- Martusiu kochanie, powiedz co się dzieje? - powiedziała głaszcząc mnie po ręce.
- Nic się nie dzieje – odparłam, powstrzymując najlepiej jak tylko mogłam śmiech.
- Czy to was dziewczynki bawi? - zapytała i teraz kiziała mnie po ramieniu. W wyobraźni zobaczyłam uchachaną buźkę Ani jak mówi: „nie kurwa, wcale”. Obie pokręciłyśmy głowami na znak że nie, bo jakoś nam było głupio roześmiać się babce prosto w twarz.
- Czemu Martuniu nie chodzisz dziecko do szkoły? Masz jakieś problemy? - kontynuowała niezrażona naszym zachowaniem kobieta. Zaczęła mnie lekko głaskać po brzuchu, co sprawiło że miałam ochotę z stamtąd spierdolić jak najszybciej. Zerkałam nerwowo w stronę drzwi i wmawiałam sobie równocześnie, że nic się nie dzieje. Tak cholernie niezręcznie, to się już dawno nie czułam. W jakiś niepojęty dla mnie sposób, po prostu mnie sparaliżowało. Zawsze się tak działo, gdy ktoś obcy celowo mnie dotykał. Wbiłam wzrok w stojącą  na biurku salaterkę z małymi owocowymi cukierkami, byle oderwać myśli od kobiety siedzącej na obrotowym krześle obok mnie. Słodycze te na chwilę mnie przeniosły do czasów gimnazjum, gdyż wtedy kupowaliśmy takie same po pięć groszy w sklepiku szkolnym.
- Poczęstuj się – zachęciła kobieta podtykając mi je pod nos, co przywołało kolejne wspomnienie. Tym razem był to film, który oglądałam w czwartej klasie podstawówki. Włączyła go naszej klasie wychowawczyni, ku przestrodze. W jednej ze scen na ławce w dużym parku pedofil częstował dziewczynkę cukierkami, po których ona zasnęła. Facet zabrał ją ze sobą. Później znaleźli ją zgwałconą i martwą.
- Nie dziękuję – odmówiłam zadowolona, bo żeby mi je podać, przestała mnie „macać”.
- Masz jakieś problemy, Misiu? - powtórzyła.
- Nie – skłamałam.”Misiu kurwa? Może jeszcze o numer telefonu mnie poproś!”
- Czyli nie chce Ci się uczyć?
Wzruszyłam ramionami. Rodzice zmuszali mnie do chodzenia do szkoły nawet gdy byłam chora, ale nigdy nie sprawdzali mi zeszytów, czy książek. Nie odrabiali ze mną prac domowych, ani nie interesowali się moją nauką. Prawie nigdy niczego nie wkuwałam. Miałam doskonałą pamięć i zapamiętywałam niemal wszystko z lekcji. Gdybym odrabiała prace domowe i choć trochę uczyła się w domu, mogłabym mieć lekką ręką świadectwo z paskiem. Staruszkom jednak zależało tylko na tym, żebym nie opuszczała lekcji. I oczywiście wściekali się po wywiadówkach, bo nie dość że moja frekwencja była co raz gorsza, to i adekwatnie do niej oceny również.
- Dzwoniłam do Twojej mamy. Mówiła, że znikasz na całe noce i wracasz dopiero nad ranem. Gdzie przebywasz w tym czasie?
Po raz kolejny wzruszyłam ramionami. To nie była jej sprawa.
- Bierzesz narkotyki?
- Nie.
- Pijesz alkohol?
- Nie.
- Twoja mama mówiła, że wracasz do domu pijana.
Milczałam. Nie było sensu dalej kłamać, ani tłumaczyć tej babie co i jak. Ona miała to w dupie i dobrze o tym wiedziałam. Pomóc mi nie mogła, a zaszkodzić owszem.
- Jak Ty sobie wyobrażasz swoją przyszłość? Bez szkoły niczego w życiu nie osiągniesz. Nigdzie nie przyjmą Cię do pracy. Co zamierzasz robić? Chłopaki mogą chociaż pracować fizycznie, a Ciebie nigdzie nie przyjmą nawet żeby rowy kopać - mówiła tym swoim wyćwiczonym, słodkim do porzygu głosem.
„Jak się nie będziesz uczyć, to będziesz bykom jaja huśtać!” - przypomniały mi się słowa babci. Na wszelki wypadek postanowiłam jej nie cytować.
- Nie wiem – powiedziałam zamiast tego.
- A Ty Aniu czemu wagarujesz?- zwróciła się do mojej kumpeli.
Anka milczała. Tak ja ja – ze spuszczoną głową, ukryta za grzywką i ledwo się kontrolująca.
- Uczcie się dziewczynki, bo będzie wam w życiu ciężko. Poprawcie oceny i przestańcie chodzić na wagary. A teraz idźcie już na lekcje – oznajmiła na zakończenie.

Ledwo wyszłyśmy z gabinetu, po cichym do tej pory korytarzu poniósł się nasz śmiech. Nie obchodziło nas już, czy ta baba nas słyszała, czy nie.
- Ale Cie Pedofilka zmacała! - śmiała się Anka z moich chwil grozy. - Martusiu, Kochanie! Ach Misiu, gdzie znikasz na całe noce? Mogłabym z Tobą?- przedrzeźniała pedagożkę macając mnie tam gdzie ona.
- Weź, daj spokój! Podobam się jej, czy ki chuj? Molestować mnie będzie stara ropa. Mąż jej chyba nie dopieścił - śmiałam się, chociaż było mi wtedy potwornie dziwnie. Nie nawykłam do tego, żeby obcy ludzie mnie dotykali.
- Nie wiem, może otruła go tymi cukierkami. Chuj z nią. Chodź zapalić, to akurat na końcówkę lekcji przyjdziemy – zaproponowała.
- Spoko – mruknęłam.
Jak postanowiłyśmy, tak poszłyśmy.

2 560 czyt.
15961100% 20
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1508 słów i 8037 znaków. ·

Komentarze (5)

 
  • ♦

    ~♦ · ip:46.113.192.* · 5 lut 2016

    Pedagodzy, mają za nic, że takie ingerencje mogą burzyć dzieciaki, a Ty pamiętasz i ja też

  • claire

    ~claire · ip:188.146.74.* · 4 lut 2016

    Hahahahaha xD fajne masz wspomienia

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 4 lut 2016

    Zapomniałam dopisać, że jak wena nie zawiedzie, to kolejna część będzie jutro Tak w ramach ciekawostki wam wyjawię, że powyższy rozdział to moje autentyczne wspomnienie

  • niezapominajka13

    niezapominajka13 4 lut 2016

    Świetne

  • Ona18

    Ona18 4 lut 2016

    Uhuhu