Idealnie Nieidealni cz.12

Obudziłam się nagle. Nie zdawałam sobie sprawy, że moje ręce wystrzeliły do przodu i zacisnęły się na przedramieniu ratownika. Zaczęłam się rzucać, kaszleć i dusić zaległą w organizmie wodą, ale ktoś przechylił mnie na bok i zwymiotowałam zawartością moich płuc i żołądka. Ten ostatni, to chyba mi się powywracał we wszystkie możliwe strony i odstawiał lepsze numery niż akrobaci w cyrku. Torsje wstrząsały moim ciałem. Bolało mnie wszystko. Palce, dłonie, ręce, ramiona, klatka piersiowa, żołądek, brzuch, głowa, nos, gardło, nogi, a nawet stopy. W uszach mi nadal szumiało. Mrugałam oczami, żeby móc w końcu coś zobaczyć. Czułam się jakbym właśnie zmartwychwstała. Przytrzymywały mnie silne ręce i ktoś coś do mnie mówił łagodnym głosem, ale nie rozróżniałam słów. Jeszcze nigdy tak źle się nie czułam. Zupełnie jakby mnie przed chwilą przejechał walec. Taki kolczasty jak z kreskówek, który przerabiał animowane stworki w ser szwajcarski. W końcu hałas w jednym uchu ustał i zasypało mnie multum uspokojeń i grad pytań, ale tylko kiwałam lub kręciłam głową, bo nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Pamiętałam wszystko, co się działo. Po hałasie jaki panował dookoła mnie, domyśliłam się że byłam w karetce. Uspokoiło mnie to trochę, ale wciąż czułam strach, a moje mięśnie po większości były napięte. W końcu odzyskałam wzrok, a kaszel trochę ustąpił. Gdy dostrzegłam, że zwymiotowałam na ratownika, zaczęłam żałować że jednak znowu widzę tak szybko. Zauważyłam siedzących obok Kota i Sebastiana. Oj będą ze mnie chłopaki cisnąć bekę, jak już stąd wyjdziemy. Ale to pewnie później, bo teraz byli zbyt wstrząśnięci ostatnimi wydarzeniami. Patrzałam na posiniaczone ciało Emila i zastanawiałam się, czy to chłopaki mu tak wpieprzyli. Tylko za co? Pewnie za to, że mnie zostawił, chociaż obiecał mi pomóc jakby coś. Jakby nie to COŚ w wodzie, co mnie unosiło, to pewnie bym już była po drugiej stronie tęczy. Sebastian miał mokre policzki i pociągał nosem, ale radość na jego twarzy była wzruszająca. Nawet nie uśmiech, a to co miał w oczach. Zaczęłam rozkminiać co ja bym czuła, gdyby to on tonął. Natychmiast odgoniłam te myśli. Nie ma co kusić losu i na niektóre pytania, lepiej nie znać odpowiedzi. Człowieki w czerwonych wdziankach chciały mnie wynieść z karetki na noszach, ale definitywnie odmówiłam i postawiłam na swoim. Byłam zmęczona, ale nie na tyle, żeby musieli mnie nosić. "Jakby Rafał tu był, to byś była zmęczona i chciała, żeby Cię nosił" - podsumował mój mózg, a ja nie mogłam temu zaprzeczyć. Przed oczami wyświetlił mi się film, jak mnie dźwigał po markecie... Ja chcę jeszcze raz!!! - śmiałam się w myślach. Kiedy opuściłam karetkę, wypowiedziałam pierwsze słowa z lekką chrypą.
- Przepraszam za Pana galoty - wymruczałam lekko speszona do ratownika i wszyscy zaczęli się śmiać. Dla mnie osobiście, cała ta sytuacja była żenująca, ale też skrzywiłam usta.
   Śmiech był moją ucieczką przed światem i przed samą sobą. Był moim sposobem na radzenie sobie z życiem. Pozwalał ukrywać emocje i uczucia. Nawet wymuszony poprawiał humor. Rozładowywał napięcie i był na swój sposób oczyszczający. A co najważniejsze, pozwalał ukryć wiecznie towarzyszący mi strach przed wszystkim i niczym. Nigdy nie doszłam do tego, czego się tak bardzo boję, ale towarzyszy mi to od dziecięcych lat i bywa ciężarem, który co jakiś czas doprowadza mnie do depresji... Zdarza mi się dostać nawet silnych drgawek, jeżeli ktoś na mnie za bardzo krzyczy lub gdy się zdenerwuję, a mój organizm poczuje się zagrożony, chociaż naprawdę nic mi nie zagraża.  
- Niech się Pani nie przejmuje. Ja się cieszę, że nam się udało Panią uratować.
- Dziękuję za pomoc - słowa kieruję do wszystkich sanitariuszy i uśmiecham się do nich blado. - Śmierdzi Pan trochę piwem - wypowiadam moje myśli na głos do "poszkodowanego" ratownika, za nim zdążę ugryźć się w język. Towarzyszą temu kolejne śmiechy.
- Ciekawe dlaczego? - pyta ironicznie i nawet mnie łapie śmiechawka, która niestety przeradza się w kaszel.
- Wszystko w porządku? - pyta zaniepokojony, a ja kiwam mu głową. Kuźwa, niech się wszyscy na mnie tak nie patrzą.
   Tym razem inny ratownik zaprowadza mnie do jakiejś sali, a chłopaki zostają na korytarzu. Kota zgarnął ten Pan, którego poczęstowałam zawartością mojego żołądka, ale za nim odszedł, wytłumaczył Sebie gdzie ma czekać.
   Po wszystkich śmiesznych badaniach i mumifikacji dłoni, pielęgniarka zaprowadziła mnie na salę, a inna przytargała mi jakąś pseudo piżamę i kapcie o rozmiar za małe, ale nie czepiałam się szczegółów. Od parę lat starszej dziewczyny, która leżała obok mnie, pożyczam szampon i żel pod prysznic. W łazience odwinęłam w miarę możliwości bandaż z palców i szybko się obmyłam. Po kąpieli ruszyłam na poszukiwania sali Kota. Swędziały mnie ręce, a nie miałam jak się podrapać. Kciuki bolały cholernie, ale nic nie mogłam na to poradzić. Zgubiłam się tylko dwa razy, ale w końcu znalazłam znajomych na jednym z korytarzy. Siedzieli tacy jacyś ponurzy. Na widok Anki, japa mi się szeroko ucieszyła, a ona darła się z radości, podbiegła i rzuciła mi się na szyję.
- Co to kurrrrwa ma być!? - powiedziałam głośno, kładąc nacisk na "r". - Stypa beze mnie??? - szczerzyłam się do nich.
- Pani się uspokoi, bo to nie pastwisko! Wstyd, żeby taka młoda tak się wyrażała!... - Zaczął mnie opieprzać jakiś typ, ale go olałam i dalej nie słuchałam.
Reszta ekipy ruszyła w ślady Gołębicy i stworzyła ze mną przytulasy. Woda mi nie dała rady, ale jeszcze chwila i by mnie moje świry udusiły.
- Jak ja się cieszę Zjebie, że Ci nic nie jest! - cieszyła się do mnie Ania.
- Puszczać Dziady, bo za chwilę znowu się przekręcę - powiedziałam żartobliwie.
   Ruszyliśmy niespiesznie w stronę krzeseł, na których jeszcze przed chwilą siedzieli. Czułam na sobie czyjś wzrok, więc spojrzałam przed siebie. Stał tam. Jedną rękę opierał o klamkę jakichś drzwi, druga luźno zwisała wzdłuż jego ciała. Na jego twarzy malowała się radość. Włosy miał w jeszcze większym nieładzie, niż zwykle. W mojej głównie natychmiast pojawiły się wątpliwości. Nie wiedziałam jak mam mu powiedzieć, jak wiele dla mnie znaczy. Jeśli znowu mnie odrzuci? Może jednak nie? Jego uśmiech zgasł, tak nagle jak ciepły płomień świecy zdmuchnięty przez przeciąg. Zupełnie jak gdyby czytał mi w myślach. Cholera, zły omen.
- Kupiliście mi coś do żarcia? Bo tu już chamy kolację wpieprzyły beze mnie - zapytałam otaczające mnie tałajstwo, żeby przestać gapić się na Rafała.
- Ty jesteś GŁODNA!??? - pyta szczerze zdziwiony Emil.
   Naprawdę rzadko czuję głód. Nigdy też się na niego nie skarżę i tak jest od zawsze. Albo jem za czworo, albo ledwo coś skubnę.
- Nie kurwa, wodą się najadłam - burknęłam wznosząc oczy ku niebu, a raczej ku sufitowi.
- Koooocham Cię i te Twoje argumenty - zaśmiał się kolega.
- Kotu, złapał byś koleżance jakąś dorodną nornicę - włącza się Seba.
- Może Kreta? Powinni gdzieś tu mieć, do przetykania rur - proponuje Piotrek.
- A w dupkę se wsadź Kreta! Chcem coś zjadliwego! - śmieję się.
- Może suchą bułkę z Biedronki? - proponuje Ania.
- Ja was za raz zamorduję, o ile sama nie umrem najpierw z głodu, Dziady - burknęłam.
- Dobra, kupię Ci coś - powiedział Piotrek i ruszył do wyjścia.  
- Co tu robi Rafał? - zapytałam Kota.
- Przywiózł Twoje rzeczy - kolega wzruszył ramionami, a ja się poczułam rozczarowana. Nie mógł po prostu przyjechać do mnie? "Nie idiotko, siedzi tu dwie godziny, bo się boi że Twoi najbliżsi zajebią Ci to, co przywiózł" - dociął mi mózg, zresztą całkiem słusznie...
- On Cię wyciągnął z wody - szepnął Seba. "O losie! Kurwa, jak w komedii  romantycznej" - podpowiadało serce.
- Idę pogadać z Rafałem - oświadczyłam znajomym i ruszyłam.
- Tylko się tu nie sekscie - powiedział cicho Seba, więc odwróciłam głowę i pokazałam mu przez ramię język. No, banda idiotów i tyle! - śmiałam się w duchu.
   Popatrzyłam na niepewną minę Niebieskookiego. Serce znowu ruchało mi płuco. Chyba zmartwychwstało razem ze mną, bo ostatnio mało się odzywało. No i oto nastała moja chwila prawdy. Odrzuci mnie, czy nie? Miałam mu tyle do powiedzenia, a nawet nie wiedziałam od czego zacząć. Strasznie się denerwowałam, ale jak patrzałam na jego twarz, to miałam ochotę się szczerzyć jak głupia. Zatrzymałam się kawałek przed nim.
- Po co przyszedłeś? - zapytałam cicho. "Plecak Ci przyniósł" - podpowiedział jak zawsze dowcipny mózg, a ja o mało nie parsknęłam śmiechem. Na szczęście chyba nie zauważył mojego uśmieszku, zbyt zajęty lustrowaniem mojej obciachowej piżamy. W końcu swoimi zaszklonymi, patrzył w moje oczy.
- Przeprosić Cię za wszystko, Malutka.
- To znaczy? - dopytałam. Czyżby za swoje idiotyczne zachowanie wczoraj?
- Za to, że namieszałem w Twoim życiu. Za to, że Cię okłamałem, że chcę być Twoim przyjacielem - mówi co raz ciszej, a ja się cholernie cieszę, że już mu przeszło z tą żałosną przyjaźnią. - Za to, że Cię nie obroniłem przed Bartkiem i jeszcze się za to obraziłem - na te słowa, moje oczy robią się wielkie jak denka od słoików. Nikomu o tym, co tam na prawdę zaszło, nie pisnęłam ani słowa. Skąd on to kurwa wie!?!?!? - Za to, że przeze mnie płakałaś. Za to, że zachowywałem się jak palant. Za to, że nie potrafię Ci zaufać... - dokończył, a mi się zrobiło przykro. Kurwa, co on mi tu pierdoli!?
- Skąd wiesz o Bartku? - popatrzyłam na niego podejrzliwie.
- Wiem i już, to nie ważne. Chciałem Cię przeprosić i obiecać, że nie będziesz już  przeze mnie płakać - wyszeptał. No, nareszcie jakaś sensowna deklaracja, ucieszyłam się w duchu, ale nie na długo. - Nie będę się już pchał w Twoje życie, bo obydwoje źle na tym wychodzimy. Beze mnie byłaś szczęśliwa, a ja wszystko psuję. Tak będzie lepiej, Mała... - zakończył swój wywód, wstał jakby nigdy nic i sobie poszedł.
   Stałam i patrzyłam jak zahipnotyzowana, jak odchodzi moja miłość. Tup tup tup... No dobra, nie tupał, ale mi się nie wiedzieć czemu wydawało, że tak. Jeden krok, drugi, trzeci, odwróć się Bydlaku!!!, czwarty, piąty, szósty, siódmy... Noż kurwa mać!!!, ósmy, dziewiąty, dziesiąty, jedenasty... I co? To już? Koniec? Tak po prostu? Bez happy endów? Bez fajerwerków i konfetti? No wezmę i go pierdolnę w ten zakuty łeb! W takim razie, na jaką cholerę wytargał mnie z tego jeziora!? Po moim kurwa trupie sobie tak po prostu poczłapie! Wlazła pierdolona kaczka w moje życie, nasrała i myśli że sobie pójdzie dalej jakby nigdy nic, a tu ni chuja! Ja wysłuchałam jego pierdzielenia, to teraz on wysłucha mnie, czy to mu się podoba, czy nie. Ale najpierw dostanie w japę, za gadanie bzdur.
- Rafał? - niemal krzyknęłam.
   Zatrzymał się, a ja zaczęłam biec w tych obciachowych kapciach w jego kierunku. Powiem szczerze, że żadna frajda galopować w za małych butach i obciachowej piżamie. Patrzyłam na jego smutną twarz i zmieniłam zdanie w kluczowym momencie. Gdy dobiegłam, po prostu rzuciłam się na niego i zgwałciłam mu usta swoimi, uwieszając się na jego szyi. Tam, na dole, wszystko mi zaczęło pulsować. Pragnąłem go. Chciałam zgwałcić go tak po ludzku, a nie tylko ustami - teraz, tutaj, na tej podłodze, ale zabrakło mi odwagi. Losie, jak on na mnie działał. Kurwa, jak ja go pragnęłam! Przysunęłam jego gorące czoło do swojego. Jego penis nadal mnie atakował, a nasze oddechy były przyspieszone. Wpatrywałam się w jego głębokie, niebieskie patrzałki. Nie musiałam się zastanawiać, słowa same popłynęły z moich ust. Szeptałam, jak gdyby wypowiedzenie tych wyrazów miało być magicznym zaklęciem, które wszystko naprawi, zamiast jak zwykle wszystko spieprzyć.
- Kocham Cię Ty pierdolona Łajzo i nie ma w moim popieprzonym życiu nikogo oprócz Ciebie. Porozmawiaj ze mną, bo ja już mam dość tych zasranych niedomówień i nieporozumień. Jeśli mnie kochasz, to przestań mnie wkurwiać i po prostu bądź ze mną... - Czułam jak nagromadzone łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
- Nie płacz, Kochanie... Ciiiii... - pocieszał mnie, tuląc mocno do siebie. Tak bardzo mi tego wszystkiego brakowało. Tej bliskości i czułości. Kochanie - słowo powtarzane w niemal każdym związku, a jednak w jego ustach brzmiało jakoś inaczej. Tak szczerze i prawdziwie.
    Nie wiem jak długo mnie tak trzymał w ramionach. Czas płynął zupełnie inaczej niż zwykle. Czułam się jak animowana bohaterka jakiejś starej, dobrej bajki Disney-a. Nie reagowaliśmy na śmiechy naszych przyjaciół. Rafał odsunął mnie delikatnie od siebie i pociągnął za rękę za sobą. Zaciągnął mnie do windy, a na dole do bocznego wyjścia. Zaczęłam się pocić i trochę mnie to krępowało, ale skąd niby miałam teraz dezodorant wytrzasnąć? No właśnie. Tyle dobrze, że się nie dawno kąpałam. Objął mnie ramieniem, a ja myślałam że się za raz upiekę. Nie odtrąciłam jednak jego ręki. Za długo na niego czekałam, żeby oddalać go od siebie choćby i o milimetr.
- Powiesz mi dlaczego napisałaś, że bardziej kochasz Bartka? - zapytał o jedną z najgłupszych, wymyślonych przeze mnie rzeczy.
- Bo chciałam, żebyś sobie wtedy poszedł. Nie chciałam z Tobą rozmawiać - odpowiedziałam. Było mi wstyd, za samą siebie. Jego otwarta dłoń i wszystkie przyczepione do niej palce, gładziły moje plecy.
- Czemu? - zapytał.
- Bo Twoje słowa zabrzmiały jak potwierdzenie tego, co o Tobie mówią - przyznałam szczerze, choć przyznam się bez bicia, że miałam ochotę wymyślić jakieś słodkie do porzygu kłamstewko. Sama nie wiem dlaczego. Chyba po prostu było mi strasznie głupio o tym gadać i nie chciałam, żeby poczuł się zraniony. Bałam się , że i ta rozmowa źle się skończy.
- A co o mnie mówią? - zadał kolejne pytanie, na które również nie miałam ochoty odpowiadać. Nie chciałam żeby było mu przykro.  
- Że ruchasz i porzucasz wszystko, co ma cycki i jest chociaż trochę ładne z pyska - wymruczałam cicho, ze spuszczoną głową.
- Kto Ci tak powiedział? - Jego wzrok wbił się we mnie.
   No przecież mu nie powiem, że jego "koleżanki", że Wojtek, że Ania, że na ognisku też szło odnieść takie wrażenie...  
- Tak dosłownie to nikt, ale mniej dosłownie, to kilka osób - oznajmiłam wymijająco.
- Jestem aż tak chujowym facetem, że im uwierzyłaś?
   Zabolało mnie to. Poczułam się podle, bo jak się tak dobrze zastanowić, to nic nie wskazywało na to, że on jest taki jak mówią. Niepokoiła mnie tylko ta cholera Żwirek i ta druga cholera Magda.
- Z początku nie wierzyłam - próbowałam się tłumaczyć, chociaż mnie samej to wydawało się teraz śmeszne.
- Więc co się później zmieniło? - przyglądał mi się uważnie.
- Pamiętasz co powiedziała Mariola na imprezie u Wojtka?  
- Pamiętam - odpowiedział spokojnie, ale w oczach pojawiła się złość. Nie wiem czy był zły na mnie, czy na tą mendę Żwirka.
- Nie zaprzeczyłeś wtedy. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. A później rano, słyszałam jak powiedziała, że seksiliście się w Staszowie, jak pojechałeś z nią do sklepu po piłkę. Czułam się wykorzystana i upokorzona. Po prostu zwątpiłam w Ciebie... - powiedziałam i znów po moich policzkach popłynęły łzy. To było takie kurewsko przykre...
   Jego ramiona znów opletły mnie mocno, a ustami złożył czuły pocałunek na moim czole. Wiedziałam już, że nie jest na mnie zły, chociaż jego mięśnie były mocno napięte.
- Niunia, ona kleiła się do mnie jak gacie do dupy. Nie będę kłamał, że wcześniej mnie nic z nią nie łączyło. Z początku mi się podobała, ale szybko pokazała swoje prawdziwe oblicze. Odkąd spotkałem Ciebie prowadzącą Ankę do domu, nie liczył się dla mnie nikt inny. Nie mogłaś mnie o to od razu zapytać?  
- Mogłam, ale bałam się, że to okaże się prawdą i wszystko się między nami zepsuje - wyszeptałam, żeby uniknąć szlochania. Rozluźnił się od razu i wypuścił powietrze z płuc. Wręcz emanował radością, chociaż można było to dostrzec tylko w jego oczach. No i oczywiście ja to czułam całą sobą, bo jako typ nadwrażliwca, momentalnie wyczuwałam cudze nastroje.
- A powiesz mi kogo Magda widziała wczoraj u Ciebie? - odezwał się po chwili.  
- Ta suka widziała... - zaczęłam w myślach, ale skończyłam głośno. - Sebastiana.
- W samych gaciach? - Jego ton głosu, zarówno jak i wyraz twarzy były powątpiewające. Zirytował mnie jego brak zaufania do mnie. Bezwiednie zmarszczyłam brwi.
- W piżamę miałam go wsadzić, w taki upał? - burknęłam.
- Nie wkręcaj mi, że spał tak długo - grabił sobie jeszcze bardziej.
- Osiołku, przyjechał o trzeciej rano, więc chciał się wyspać. Co w tym dziwnego? Zapytaj go o to, jak mi nie wierzysz - warknęłam.
   Przyjrzał mi się uważnie. Nie wiem dlaczego się uśmiechnęłam. Chyba po prostu to on tak na mnie działał. Jego usta też się skrzywiły, ale oczy zostały poważne.
- Malutka, ja na prawdę myślałem, że masz kogoś innego - powiedział wyjątkowo czule.
- Już Ci mówiłam, że myślenie nie jest Twoją mocną stroną - dogryzłam mu, mając już dość smutania.
- Nie żebym coś sugerował, ale Twoją też nie - pokazał mi na chwilę język. Znów wezbrało we mnie podniecenie. Miałam ochotę objąć wargami ten jego jęzorek i delikatnie ssać. Albo umieścić go sobie między tymi drugimi wargami i naprowadzać go udami w najbardziej wrażliwe zakamarki. Kochałam tego niebieskookiego gamonia na zabój.
- Oj tam, przecież nigdy nie twierdziłam, że jest. - Nie potrafiłam się powstrzymać i złączyłam ponownie nasze usta w gorącym pocałunku. Oj przydałby mi się ten jego język tam na dole, oj tak...
- A co sprawiło, że znów we mnie uwierzyłaś? - wysapał, gdy się od niego w końcu odkleiłam. Uśmiechnęłam się. Wiedziałam że go zaskoczę odpowiedzią.
- Piotrek - powiedziałam jakby to było coś oczywistego. Nie rozczarowałam się co do jego miny. - Przyszedł do mnie w sobotę i wytłumaczył, że wcale nie jesteś ostatnim dupkiem - rzuciłam wesoło.
- Co Ci powiedział? - zapytał. No chyba nie myślał, że mu powiem?
- Że jesteś przed ostatnim dupkiem - docięłam mu z powstrzymywanym uśmiechem.
- Dobrze, że nie Małą Wiedźmą - odgryzł się, a ja zaczęłam się głośno śmiać. Jak można być tak wrednym i słodkim równocześnie?
   Tym razem to on mnie pocałował. Najpierw przyglądał się badawczo mojej twarzy, a później bez jakiejkolwiek zapowiedzi przyssał się do moich baaaardzo chętnych ust tak, że aż tam na dole poczułam, że zrobiło mi się mokro. Przez myśl znow przebiegło mi zgwałcenie go, tym razem na tych schodach, ale znów zabrakło mi odwagi. Swoją drogą, ciekawe co grozi za takie wybryki oprócz oczywistego obciachu? Postanowiłam na razie nie dowiadywać się tego na sobie i się odsunęłam nieco od niego. Nagle sobie coś przypomniałam.
- Co mi chciałeś powiedzieć, mówiąc o przeznaczeniu? - zapytałam o dzień, w którym nieświadomie wszystko zepsułam. Znów zlustrował moją twarz, zatrzymał swój wzrok na moich oczach i zaczął mówić pospiesznie, jakby się bał że znów nie pozwolę mu dokończyć.
- Że jestem kompletnym świrem, że nigdy moje życie nie będzie normalne, że nie przestanę być sobą nawet dla Ciebie, ale chcę żebyś była częścią mojego życia. Tą najważniejszą częścią. Będę Cię przedrzeźniał, droczył się z Tobą i wygłupiał, nie patrząc co powiedzą inni. Prawdopodobnie nigdy nie dorosnę i nie spoważnieję. Ale niczego nie pragnę tak bardzo, jak dzielenia mojego śmiesznego życia z Tobą, Mała Wiedźmo, bo Cię kocham do szaleństwa - wyrzucił z siebie jednym tchem.
   Zatkało mnie. Łzy wyrwały się na wolność, a ja rzuciłam się na niego z przytulasami tak, że o mało oboje nie spadliśmy z tych schodów. To było takie kurwa słodkie. I cholernie szczere..:-)..
- Przepraszam - wysapałam mu w szyję. - Wybacz, że nie dałam Ci wtedy dokończyć, ale przynudzałeś jak cholera Łajzo paskudna i dlatego to wszystko Twoja wina - zaczęłam się śmiać, żeby odgonić łzy. Jak ja dawno nie płakałam ze szczęścia...
- Wiedźma - mruknął, a mój śmiech zamienił się w rechot. No Łajza i tyle.
- Oj tam, może troszkę. Ja z natury wredna jestem - wzruszyłam ramionami.
- No cóż, nie czarujmy się, jesteś - zaśmiał się bezczelnie. No Bydlak zasrany! Od razu dostał kuksańca pod żebra.
- Łajza - warknęłam niby obrażona. - Zobaczymy się jutro? - spytałam po chwili.
- Bardzo bym chciał, ale muszę do Radomia jechać - odmówił.  
- Na pewno musisz? - musiałam się upewnić. Na usta mi się cisnęło "Radom nie zając", ale Niebieskooki odezwał się pierwszy.
- Mógłbym zostać, ale znów pokłóciłbym się z tatą, Niunia.  
- No dobra, ale w piątek się widzimy? - ponownie się upewniłam.  
- Pewnie że tak, Skarbie - uśmiechnął się ciepło.
- Dziękuję, że mi uratowałeś życie - skrzywiłam usta.
- Nawet nie wiesz jak się bałem, że nie zdążyłem na czas - patrzył na mnie z taką poważną miną. Cholera, nie myślałam że on umie być poważny, a tu proszę - miewa takie naloty.
- A co Kot robi w szpitalu? - zapytałam, bo nagle przypomniałam sobie o posiniaczonym koledze.
- Nie powiedzieli Ci? - Na twarzy Rafała pojawiło się zakłopotanie. - Malutka, on chciał Ci pomóc, ale nie dał rady i musieliśmy z Wojtkiem ratować was oboje - zaczął tłumaczyć.  
   Próbowałam sobie przypomnieć moment, w którym Emil mi pomagał, ale takiego nie było. Czyżby też się zaczął topić za nim do mnie dopłynął?
- Przecież on dobrze pływa - powiedziałam niepewnie.
- Niunia - niemal wyszeptał, tak czule, czule, czule i złapał mnie za łapkę. - On dobrze pływa, ale jak go zaczęłaś wciągać pod wodę, to mu to nic nie pomogło - dokończył.
- Ja!? - Potrzebowałam chwili żeby do mnie dotarło, że to coś, co mnie unosiło i mi się wymykało z rąk, to był Emil. O kurwa... Utopiłabym siebie i kumpla. Ledwo powstrzymałam łzy. Musiałam zmienić temat. Na prawdę nie chciałam teraz o tym myśleć. Nadal czułam strach, chociaż miałam nadzieję że dobrze udało mi się go zamaskować. - Ja Ci to zrobiłam? - zapytałam dotykając jego rozciętej wargi.
- Nie. Wojtek za to, że Cię uderzyłem - zaprzeczył i tym razem to on mnie zaskoczył.
- Nie ogarniam. Mnie? Za co? - Czułam się totalnie skołowana. Kiedy on w ogóle znalazł czas i miejsce, żeby mnie uderzyć!? Totalnie bez sensu...
- Kochanie, jak dopłynąłem do was, to obydwoje z Kotem byliście pod wodą. Musiałem Cię jakoś ogłuszyć, żeby Cię od niego odciągnąć. A później, jak nie odzyskałaś przytomności, to Wojtek się wkurzył. Zwalił winę na mnie i zajebał mi.  
- Nie zrobiłeś mu krzywdy? - zapytałam od razu. Wiedziałam że Wojtek nie ma z nim najmniejszych szans i miałam nadzieję, że nie będę musiała go za chwilę szukać po oddziałach...
- Nie Słoneczko, nawet sobie nie oddałem - wzruszył ramionami. Powiedział to spokojnie, ale jego mięśnie się mocno spięły, więc wolałam go dalej nie ciągnąć za język. Lepiej zapytać Seby i Kota, co tam się stało na prawdę...
   Zza drzwi wysypały się jak mrówki człowieki. Całe nasze kółko różańcowe.
- Masz tą swoją cegłę, bo nie przestaje dzwonić. - Brat wręczył mi telefon siadając obok mnie.
- Masz i niech Ci w dupę i cycki pójdzie. - Ręka Ani stojącej za moimi plecami zadyndała mi przed nosem razem z papierową torebką, a właściwie trzema, które z pewnością zarekwirowała swojemu chłopakowi.
- Dzięki Gołąbki - powiedziałam i przechwyciłam towar.
   No cóż, telefon nie zając, a jedzonko to już zając. Lepiej nie ryzykować, że zniknie w niewyjaśnionych okolicznościach. Tak więc dorwałam się do pysznego maślanego ciasteczka z ciasta francuskiego i krusząc po sobie całej, zaczęłam je ze smakiem konsumować. Seba od razu zabrał mi gryza, Kot po chwili kolejnego, a Rafał bezceremonialnie wyjął mi z ręki pozostały kawałek i pozeżerał zadowolony z siebie.
- Sępy - burknęłam z pełnymi ustami.
- Nie sępy, tylko Gołąbki to są - wymruczał Rafał z tym swoim nieodłącznym uśmieszkiem wskazując na Anię i Piotrka.
- Nie dość nakarmić, to jeszcze zwyzywa taka od sępów... - burknął Piotrek z udawanym niezadowoleniem.
   Niestety, ale akurat przełykałam zawartość ust i się zadławiłam przez śmiech. Zaczęłam się krztusić i kaszleć. Z oczu popłynęły mi łzy, chociaż wcale nie chciało mi się płakać. Rafał zaczął energicznie klepać mnie po plecach i jakoś mi po chwili przeszło.
- Młoda, nie tak łapczywie, nie zjemy Ci wszystkiego - wtrącił Seba.
- A cholera was tam wie - powiedziałam ze śmiechem, a otaczające mnie Korki zaczęły się ze mnie natrząsać.  
   Co za dziki dzień. Najpierw jezioro chciało mnie zeżreć, później chciałam umrzeć z głodu, następnie przyjaciele próbowali mnie udusić, a teraz jeszcze się o mało nie udławiłam. Cholerna kostucha się na mnie uwzięła, czy ki szlak!? Chyba nikt jej nie powiedział, że ja nieśmiertelna jestem. A przynajmniej tak sobie wmawiam.  
   Siedzieliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Kiedy nasi funfle się nam nie przyglądali, zaczynaliśmy się z Niebieskookim lekko obmacywać i posyłać sobie wymowne spojrzenia. Każde z nas było pozornie skupione na rozmowie z pozostałymi. Ręce Rafała ciągle jeździły po moich plecach i w pobliżu pośladków zbliżając się do moich miejsc intymnych, ale nigdy tam nie docierały. Siedziało toto z niewinną miną i udawało, że nic się nie dzieje, a moje podniecenie przybierało na sile. Sadysta paskudny jeden, no. Nie żebym pozostała mu dłużna, co to, to nie. Najlepiej świadczyły o tym jego wypukłe w kroczu spodenki..  
   Dostałam sms-a od Wojtka. Zresztą to właśnie on się tak ciągle dobijał wcześniej. Otworzyłam wiadomość.
Wojtek: "Marta, ty mały skurwysynku, nawet nie wiesz jakiego mi stracha napędziłaś. Jest coś, o czym powinniśmy porozmawiać, ale tak w cztery oczy, ok? Zdrowiej szybko i idziemy na piwo :) "
Ja: " Ja Ci dam "małego skurwysynka" :D Jak coś, to się ustawimy na to piwo, bo jestem cholernie ciekawa, co też masz mi do powiedzenia :D "
   Szczerze powiedziawszy, nie mam bladego pojęcia o czym on może chcieć ze mną rozmawiać w cztery oka. No o Rafale raczej nie, bo w sumie to by nie wymagało takich warunków. Chyba ze coś się wydarzyło w jego życiu, bo ostatnio ja żyję wyłącznie Niebieskookim... Nie potrafię już o nim nie myśleć... Nie ma już niczego, co by mi o nim nie przypominało. Wlazł w buciorach w moje życie i nie zamierza znikać. Zresztą nawet gdyby przyszedł mu taki debilny pomysł, to za raz bym mu go wybiła z głowy. Chyba pierwszy raz mogę powiedzieć, że mam wszystko czego człowiek tak naprawdę potrzebuje do szczęścia. Mam swoje życie, przyjaciół, miłość i cały czas się coś dzieje, a nudy nie idzie uraczyć. Zresztą debile rzadko są nudne.
   Cała piątka moich świrów siedziała ze mną prawie do nocy, a później stwierdzili że ja muszę się wyspać i odpocząć. Nie protestowałam, bo po Rafale było cholernie widać, że był wykończony dzisiejszym dniem. Ja też byłam. Na pożegnanie namiętnie mnie pocałował, i to tak że zmęczenie mi od razu przeszło, a zastąpiła je ochota na miłosne igraszki. Kiedy mnie wypuścił z ramion, bezzwłocznie się odwróciłam i poszłam w kierunku swojej sali. Gdybym się odwróciła, nikt by nie miał nic do gadania i tą noc bym spędziła w jego łóżku, a nie w szpitalnym...

-------------------------------
Rany, jak dawno mnie tu nie było :P Moje życie ostatnio zmieniło się w komedio-dramat :( ale było też sporo cudownych momentów <3 Mam nadzieję że nie jesteście na mnie bardzo źli i się nie obraziliście :) Przepraszam was bardzo, że nawaliłam :( już wracam i postaram się spędzać tu tyle czasu, co dawniej :) dziś zaczynam pisać obiecanego erotyka :) dodam jak tylko skończę, czyli zależnie od weny :P Dziękuję za komentarze wyrażające zrozumienie :) w końcu wakacje są raz w roku :)

6 414 czyt.
13363100% 28
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 5474 słów i 29061 znaków. ·

Komentarze (27)

 
  • natallla7

    natallla7 18 kwi 2016

    Czytam od wczoraj wieczora wszystkie części. Cudo nie mogę się oderwać od czytania. Czytam zaraz kolejne części

  • julka135

    ~julka135 · ip:188.47.131.* · 25 lis 2015

    Kiedy następny rozdział ?

  • Martynka 1579

    ~Martynka 1579 · ip:77.65.25.* · 19 lis 2015

    Czy będziesz dalej kontynuować opowiadanie?

  • mysza

    ~mysza · ip:83.30.243.* · 11 lis 2015

    Czy coś się zmieni?

  • mysza

    ~mysza · ip:83.27.170.* · 24 paź 2015

    Miło że masz nas w szerokim poważaniu. Widać kiedy byłaś i myślę że napisanie że to koniec nie jest trudne

  • Gfhjf

    ~Gfhjf · ip:77.65.25.* · 17 paź 2015

    Kiedy kolejna?

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 28 wrz 2015

    Kochani, totalnie nie mam weny do napisania kolejnej części :( nie mam pojęcia kiedy pojawi się kolejna, ale na pewno nie w najbliższych dniach :(

  • prf

    ~prf · ip:188.47.133.* · 28 wrz 2015

    Będzie kolejna część??????

  • mysza

    ~mysza · ip:83.22.169.* · 19 wrz 2015

    Doczekamy się kolejnej części?

  • ~Naciiii

    ~~Naciiii · ip:5.172.235.* · 18 wrz 2015

    Kiedy kolejna?

  • Ewcia:D

    ~Ewcia:D · ip:31.134.58.* · 12 wrz 2015

    ~DziecieChaosu życzę Ci powrotu do weny, bo nieeee mogę się doczekać kolejnej części

  • Madziula9756

    ~Madziula9756 · ip:77.65.25.* · 11 wrz 2015

    Kiedy kolejna

  • Malina

    ~Malina · ip:87.116.207.* · 8 wrz 2015

    Kocham to opowiadanie codziennie sprawdzam czy jest już kolejna część:-)

  • Karolka

    ~Karolka · ip:87.116.207.* · 8 wrz 2015

    Super kiedy kolejna część?

  • tala

    ~tala · ip:79.184.127.* · 5 wrz 2015

    Kiedy będzie ?

  • nacpanapowietrzem

    nacpanapowietrzem 2 wrz 2015

    Jednym słowem Zakochałam się w tym opowiadaniu Przeczytałam całe jednym tchem. Czekam na ciąg dalszy oraz życzę weny.

  • Ndjs

    ~Ndjs · ip:83.18.213.* · 1 wrz 2015

    Będzie dzisiaj?

  • mysza

    ~mysza · ip:83.30.125.* · 31 sie 2015

    Nie wiem czemu ale perspektywa Rafała bardziej mi się spodobała. Mam nadzieję, że Wojtek się w niej nie zakochał... Ona musi być z Rafałkiem

  • czytambodobre

    ~czytambodobre · ip:78.10.79.* · 31 sie 2015

    warto było czekać liczę, że masz już jakiś pomysł i szybko pojawi się nowa część. Ten rozdział jak najbardziej na plus

  • Marlens

    Marlens 31 sie 2015

    Uwielbiam to opowiadanie, tych bohaterow... Wspaniałe

  • Oliwku24

    Oliwku24 31 sie 2015

    Zakochałam się w tym opowiadaniu ! Jest wspaniałe PS: nutka,którą udostępniłaś na swoim profilu jest poprost zaje*ista ❤

  • Lool

    Lool 30 sie 2015

    Dzisiaj sobie przypomniałam ostatni rozdział bo miałam nadzieję, że coś się dodasz. I jest! ;p Cudne jak zwykle. Strasznie się cieszę, że między nimi juz wszystko ok Pozdrawiam

  • Tessiak

    ~Tessiak · ip:178.43.39.* · 30 sie 2015

    Uwielbiam to opowiadanie, naprawdę kocham. Czekam na kolejną część. Czytanie tego to jak zaczerpnięcie oddechu po konkursie na kto dłużej wytrzyma bez powietrza. Kocham

  • MoniQa

    MoniQa 30 sie 2015

    kto czekał ten się doczekał- jak zwykle było warto ;-)

  • Lili797

    Lili797 30 sie 2015

    Cieszę się że dodałaś kolejną część . Oczywiście świetna jak zawsze

  • Cassela

    Cassela 30 sie 2015

    Super . Mam nadzieję, że teraz szybciej będą się części pojawiać

  • Wiktor

    ~Wiktor · ip:82.160.125.* · 30 sie 2015

    Witaj!!!. Podobała mi się dzisiejsza część. Fajnie, że wróciłaś. Jak widzisz czekaliśmy. Pozdrawiam Wiktor