Idealnie Nieidealni cz.10

Niedziela:
  Po wczorajszych zdarzeniach już nie piłem. Odechciało mi się czegokolwiek. Musiałem to wszystko jakoś odreagować, więc poszedłem na siłownię. Ćwiczyłem dopóki zaprzyjaźniony trener nie wygonił mnie do domu. Nie dlatego, że zamykali, ale ponieważ od dłuższego czasu tu nie przychodziłem, bał się że się przetrenuję. To nic fajnego i długo trzeba później dochodzić do siebie. Już raz mi się to zdarzyło i za drugi pięknie dziękuję. Po paru godzinach znów rozpierała mnie energia, ale wszystko było już pozamykane. Ubrałem sportowe buty, spodenki i bokserkę. Biegłem szybkim truchtem po niemal pustym mieście. Chłodne powietrze oczyszczało moje myśli, a księżyc oświetlał drogę. Jednak wciąż miałem przed oczami piękną, rozczarowaną twarz z bursztynowymi oczami. Trzęsącą się dłoń, w której trzymała papierosa. Łzy płynące po jej zaczerwienionych policzkach. Drżące usta. Zaciskam dłonie w pięści. Muszę zapomnieć. O niej i o tym wszystkim co nas spotkało.
  Budzę się i zerkam na zegar ścienny, ale go tam nie ma. Rozwaliłem go wczoraj, w napadzie szału, gdy Magda powiedziała mi o innym, prawie nagim facecie w mieszkaniu Marty. Wygrzebuję z pod poduszki komórkę. Jest parę minut po dziewiątej. Mam nieodebrane połączenie od ojca. Oddzwaniam do niego i przepraszam za moje ostatnie zachowanie. Jest mile zaskoczony i prosi, żebym przyszedł jutro do pracy. O czwartej rano mamy jechać w delegację do Radomia, skończyć kłaść płytki na balkonach. Może chociaż tam będę o niej mniej myślał.
  Robię sobie śniadanie i gapię się na dzwoniący telefon. To Wojtas. W nagłym zamyśleniu, drapię się po brodzie. Zastanawiam się czy odebrać, bo mimo że jest jednym z nielicznych moich kumpli, z którymi się jeszcze nie pokłóciłem, to jest też przyjacielem Marty. Przypominam sobie jak na ognisku w sadach, w Łoniowie powiedział że "rozpierdoli mi ryj, jeżeli w jakikolwiek sposób ją skrzywdzę." Nie miałby ze mną szans, ale jak go znam, to próbowałby do skutku. Wolałbym się jednak z nim nie bić. Lubię go po prostu. Decyduję się jednak odebrać.
- Siema, co tam? - pytam.
- Elo. Jest sprawa - odpowiada.
- Słucham ja Ciebie - mówię.
- Jedziemy na Piaseczno poświrować? - ma na myśli jazdę krosem.  
- Z kim?
- Sami, bo Gruby i reszta jeszcze dochodzą do siebie po wczorajszej imprezie - oznajmia. Właściwie to wątpię, żeby chcieli z nami jechać, nawet jakby już trzeźwi byli. Z nimi też się dość ostro pokłóciłem.
- Możemy jechać, ale muszę się najpierw ogarnąć trochę.
- To jak coś to dzwoń.
- "Kein problem"* - mówię z uśmiechem i się rozłączam.
  Zjadam tosty z serem i szynką popijając zimną maślanką. Zmywam po śniadaniu. Później biorę prysznic i zgalam w końcu tą swędzącą brodę. Od razu jest mi chłodniej i przyjemniej. Myję zęby, pryskam się perfumami i czuję się dużo lepiej. Wracam do sypialni. Wygrzebuję z szafy bokserki, bojówki, luźną koszulkę, skarpetki i zakładam na siebie. Dzwonię do Wojtka, że już jestem ogarnięty i że za raz po niego będę. Zgarniam telefon, wodę mineralną, fajki i portfel i wrzucam w plecak. Wychodzę i czekam chwilę przy otwartych drzwiach samochodu, aż ukrop wewnątrz trochę zelżeje. Później wsiadam i ruszam w stronę bloku kolegi. Klimatyzacja po długiej chwili, w końcu zaczyna dawać sobie radę z gorącym powietrzem. Kiedy jestem już niedaleko, wlekę się nielitosiernie, bo mam nadzieję spotkać Martę. Niestety nie udaje mi się. Zatrzymuję się pod następnym blokiem i puszczam długi sygnał do Wojtka. Po pięciu minutach wychodzi i wsiada do mojej A czwórki. Witam się z nim i jedziemy na ul. Zwierzyniecką, do mojego garażu. Kumpel mi się przygląda.
- Powiesz mi co się dzieje z Tobą i Martą? - zaczyna temat, którego się obawiałem. Zaciskam mocniej dłonie na kierownicy.
- Ma kogoś innego - mówię obojętnie, ale wszystko wewnątrz mnie zacisnęło się w supeł.
- Że niby kogo?  
- Misia Go Go. Nie wiem. Magda u niej była wczoraj i zastała ją z kolesiem w samych gaciach.
- Pierdolisz!? - ma autentycznie zdziwiony wyraz twarzy.
- Uwierz mi, że chciałbym. Była wczoraj u mnie, ale najdelikatniej jak potrafię powiedziałem, że nie chcę z nią mieć już nic wspólnego.
- To dlatego ostatnio w ogóle nie chciała o Tobie gadać - oznajmia.
- Stary, kurwa, ja już nie wiem nawet, co mam o tym wszystkim myśleć.
- Kochasz ją? - pyta nagle. Przez chwilę milczę.
- Bardziej niż wszystko inne - odpowiadam cicho po chwili i czuję jak łzy łaskoczą moją skórę. Przecieram wierzchem dłoni oczy.
- No to się kurwa porobiło - wzdycha.
- Pojebało się na maksa.
- A ona wie że ją kochasz?
- Powiedziałem jej.
- I?
- Co i?
- Co ona na to?
- Dostałem w japę i poszła z płaczem do domu.
- Pierdolisz!?
- Nie. Napisała mi później, że dalej kocha tego całego Bartka i to bardziej niż mnie.
- Pierdolisz!?
- Przestań z tym pierdoleniem. Serio mówię.
- No była w nim zakochana na zabój, ale jak ją zdradził z pięć lat temu, to myślałem że jej przeszło.
- Jak to zdradził!? - patrzę zdziwiony.  
- Bo to była taka motka, że parę lat temu cholernie się w nim zakochała. My tam za nim nie przepadaliśmy, bo to taka pizda trochę, ten Bartek. Taki szpanujący pajac. Źle mu z oczu patrzy. Ale mniejsza z tym. Ciągle gdzieś razem łazili, zawsze za rękę i ogólnie tak szczęśliwej pary, to ze świecą szukać. No, ale do czasu. Nakryła go jak się obściskiwał z jakąś laską. No i totalnie się załamała. Odcięła się od świata, prawie się nie odzywała, nie wychodziła z pokoju, nie chciała jeść. Tylko siedziała i płakała.
- A on?
- Nawet się do niej nie odezwał. Całkowicie zerwał z nią kontakt. Nawet głupiego sms-a jej nie napisał. No po prostu wyjebka totalnie po całości. Po jakimś miesiącu pojechał nad morze i koniec wielkiej love.
- No to widocznie teraz, jak on wrócił, to i jej to wróciło.
- Nie sądzę stary. Ponoć jak przyjechał, to się wydzierał coś do niej najebany, pod jej blokiem i aż go psy zawinęły na dołek.
- To o niczym nie świadczy.
- Słuchaj, nie przerywaj. No i kilka dni później, byłem z chłopakami na piwie. I on siedział napierdolony w cztery dupy, bo ładował wódę kielon za kielonem i gadał z jakimś typem. Płakał i w ogóle nędzny widok. No i zacząłem się przysłuchiwać ich rozmowie. Z początku żalił się na swoje gówniane życie i takie tam. Ale w końcu powiedział, że chyba zabił swoją byłą i uciekł. Krew w żyłach mi się zmroziła, jak pomyślałem o Marcie. Wydarliśmy go między bloki i wyciągnęliśmy z niego, że rzucił w nią z całej siły kubkiem i zostawił ją duszącą się na podłodze. Skopaliśmy go do nieprzytomności i pobiegłem pod jej blok, mając nadzieję, że jeszcze nie jest za późno. W życiu się kurwa stary tak nie bałem. Minęła mnie dosłownie o sto metrów. Prawie biegła, więc nie dałem rady jej dogonić. Przynajmniej wiedziałem, że nic jej nie jest. Głaz mi z serca pierdolnął. Nie wie o tym co zrobiłem i wolałbym, żebyś też jej tego nie mówił - kończy opowieść, a ja zatrzymuję się przed garażem. Kiwam mu głową, bo patrzy na mnie wyczekująco.
  Gotuje się we mnie. Gorączkowo zastanawiam się kiedy to mogło być. I przypomina mi się jak pojechałem do niej z kwiatami i otworzył mi ten koleś. Kurwa, to musiało być wtedy. Byłem tam, uwierzyłem mu i jej nie pomogłem. A ona tam była z nim sama. Ale ze mnie pizda. Poszedłem się najebać, a ona mogła umrzeć. Supeł w moim wnętrzu zaciska się jeszcze bardziej, na myśl że ten skurwysyn mógł ją zgwałcić, a ja bym nawet nie zajrzał.
- Wojtas, to było po naszym powrocie z Golejowa? - pytam wysiadając z auta. Zamyśla się.
- No. Chyba nawet na drugi dzień. Wtedy co do mnie dzwoniłeś, żeby jechać do Majdanu po tego tłoka, a nie pojechaliśmy - mówi.  
  Zyskałem pewność, że to dokładnie w ten sam dzień. No kurwa mać. Zabiję tego kolesia, jeśli go jeszcze kiedyś spotkam. Zabiję. Dlaczego mi kurwa o tym nie powiedziała? Uświadamiam sobie, że dlatego, że mnie nie było. To do mnie przyszła i czekała tam cały czas, żeby porozmawiać. A jak już się pojawiłem, to sam potrzebowałem pomocy. Jaki ja kurwa głupi jestem! Co ze mnie za facet!? Cipa, nie facet.
  Wojtek otwiera garaż i wyprowadza motor, a ja wjeżdżam autem. Nalewam do pełna z kanistra paliwa do baku krosa. Bierzemy z półki kaski, podaję mu plecak, zamykam garaż i ruszamy motorem na piaski. Za Wisłą, a właściwie na moście, zaczyna nas gonić policja, ale gdy tylko zjeżdżamy z mostu, po około trzystu metrach zjeżdżam na wał. Kierowca tira na mnie głośno zatrąbił, ale jak dla mnie był dostatecznie daleko, żeby nie spowodować wypadku. W tej małej wiosce już bezproblemowo gubię policję w sadach. Okrężną drogą dojeżdżamy do Piaseczna. Przecinam główną drogę i po kilometrze jesteśmy na miejscu. Zatrzymuję się u stóp piaskowych gór, w cieniu, na krótkiej, płytowej dróżce i zsiadam. Wojtek odjeżdża niechcący osypując mnie całego piachem. Otrzepuję ubranie, odpalam sobie papierosa i zaciągam się głęboko dymem. Patrzę jak Wojtas jeździ i pogrążam się w myślach. Kurwa, czuję zajebistą ulgę, że jednak na prawdę ten chuj Bartek nic dla niej nie znaczy. Jeździmy na zmianę przez parę godzin. Później wracamy do Tarnobrzega, mniej więcej tak samo jak przyjechaliśmy. No z małą przerwą na wszamanie dorodnych wiśni z czyjegoś sadu. Odwożę kumpla autem pod dom, a właściwie blok. Między czasie ugadujemy się na wyjście nad wodę. Od razu dzwonię po Krzyśka, żeby nas zawiózł. Barman mówi, że będzie za półtorej godziny, bo jest u Alicji. W domu biorę chłodny prysznic i wychodzę na kebaba, bo nie chce mi się nic gotować.  
  Kiedy wracam, wrzucam do plecaka chusteczki, ręcznik, fajki, portfel i ostatnie dwa piwa z lodówki. Gdy telefon zaczyna mi dzwonić, wychodzę. Przed blokiem czekają już na mnie Barman, Alicja i Wojtas. Palimy chwilę, a później jedziemy. Zakochańce się wygłupiają, a ja im cholernie zazdroszczę. Nad wodą wysadzają nas i się rozdzielamy. Barman to dość skryty chłopak, więc się nie narzucamy. Rozkładamy ręczniki, kładziemy na nich plecaki i idziemy do wody pływać. Gdy wracamy, wypijamy moje Leszki i idziemy po więcej, bo nas złapały smaki.  
  Kupujemy sobie po 4 Leszki w puszce i udaje nam się usiąść przy stoliku, bo akurat jakaś grupa mężczyzn zabrała się stąd. Kładę plecak obok siebie. Wojtek robi to samo. Pogrążamy się w rozmowie o motorach, ale ciężko mi się skupić, bo ciągle myślę o tej Małej Wiedźmie. Nie potrafię zrozumieć o co jej w końcu chodzi. Najpierw jest wszystko super pięknie, nie narzeka na mój styl życia, a później ucieka z krzykiem i mnie odtrąca. Po miesiącu przychodzi i zachowuje się jakby się nic nie stało, tylko dlatego że była u niej Magda. Może ona jej coś powiedziała i dlatego przyszła? Czuję się z tym wszystkim skołowany. Baby to strasznie skomplikowane bestie za cholerę nie idzie ich ogarnąć. Po dłuższym czasie Wojtek przerywa opowieść, o tym jak Gruby stopił tłoka w swoim krosie i szczerzy się jak głupi do kogoś. Wybiega jakby zobaczył milion dolarów. Odwracam się, ale widzę tylko tuszę jakiegoś faceta. Siadam na brzegu ławki i odwracam się ponownie. Wojtas łapie w ramiona MOJĄ Małą Wiedźmę z takim impetem, że aż ją cofa i obracają się roześmiani. Jak ja mu tego kurewsko zazdroszczę. Jeszcze nie dawno, to w MOJE ramiona tak się rzuciła. To JA ją tuliłem do siebie jak najcenniejszy skarb, którym przecież dla mnie jest. To ze MNĄ tak wirowała. To JA ją uniosłem i byłem najszczęśliwszym facetem na świecie...
  Podchodzi do nich jakiś chłopak i Wojtas się z nim wita. Śmieją się z czegoś, a Marta wygłupia się z tym typem tak jak robiła to ze MNĄ. Widać że czuje się w jego towarzystwie równie swobodnie jak w MOIM. No kurwa mać. Jeśli to jej nowy facet, to nie wiem czy się powstrzymam, żeby mu nie rozpierdolić ryja. Po chwili patrzy na mnie. Uśmiech zniknął całkowicie z jej twarzy. Przygląda mi się z poważną miną i chyba jest trochę zaskoczona. Mówi coś do chłopaków, a później jej wzrok wraca do mnie. Nie potrafię oderwać od niej oczu. Ma na sobie tylko strój kąpielowy i wygląda cholernie kusząco. Ma ślicznie opalone ciało. Aż mi się sucho w ustach zrobiło. Marta idzie najbliżej mnie, pod rękę z tym typem, który nie zwraca na nią większej uwagi. Uśmiecha się, jakby sobie coś nagle przypomniała. Powstrzymuję swój uśmiech w ostatniej chwili.
- Cześć - mówię spokojnie, chociaż mam ochotę wstać i ją mocno przytulić.
- Hej - mówi z lekkim wahaniem.  
  Idzie dalej, a ja nie potrafię się przełamać i poprosić, żeby tu podeszła. Nie wiem nawet co mam jej powiedzieć. Nie zniosę kolejnego odrzucenia z jej strony. Patrzę na nią cały czas. Wojtek siada obok mnie i pije piwo.
- Spoko koleś - mówi i też się na nich patrzy. Wzruszam ramionami. No to za chwilę może być na tym świecie jeden spoko koleś mniej. - Marta się pytała, czy idziemy do nich, bo siedzą niedaleko z jeszcze dwoma ziomkami.  
  No to mnie zaskoczył. Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że będzie chciała po wczorajszym jeszcze w ogóle spędzić chociaż pięć minut w moim towarzystwie. I doznaję olśnienia, że świat wcale nie kręci się wokół mnie. To z Wojtkiem chce siedzieć, ale z grzeczności nie chce mu kazać wybierać między mną, a nią. Naprawdę się teraz czuję jak piąte koło u wozu.
- No to Ty se za dużo kurwa nie pozwalaj - docierają do mnie jej stanowcze i pełne wesołości słowa. Uśmiecham się pod nosem. Wojtek też. I ludzie do okoła też. Zabawnie wygląda taka napuszona. Podchodzą do nas po chwili.
- To idziecie? - Marta pyta Wojtka.
- A no nie będziemy tu cywieć - odpowiada Wojtas patrząc na mnie. W końcu mu nie powiedziałem, czy chcę tam iść. A teraz klamka zapadła.
- Poznaj mojego brata Sebastiana - mówi z uśmiechem i przenosi wzrok na typa, którego mam ochotę rozpierdolić na fragmenty. Też na niego patrzę i dopiero teraz dociera do mnie jak oni są do siebie cholernie podobni. Prawie jak bliźniaki. Chyba mi oczy pizdą zarosły z tej zazdrości. - To jest mój PRZYJACIEL Rafał. Uważaj, bo pyskate toto, wredne i nie lubi dopuszczać ludzi do słowa - kontynuuje do brata, a on ją obdarza ciepłym spojrzeniem, a na mnie patrzy z byka. Mimo to wyciąga w moją stronę dłoń, więc też mu podaję swoją.
- I kto tu mówi - burczę patrząc na nią, a uśmiech ciśnie mi się na usta.
  Zbieramy się i idziemy na plażę. Witam się z typami i zaczynamy gadać o robocie za granicą. Damian chce się wkręcić do Sebastiana. Może i ja bym się wybrał? Oczywiście nie z Sebastianem, ale z którymś z moich kumpli. Nigdy nie byłem za granicą naszego państwa. Wkręcam się w gadkę z nimi, ale co chwilę zerkam na Martę, gdy nie patrzy. Jest zajęta flirtowaniem z Emilem, a na mnie nie zwraca najmniejszej uwagi. W końcu robi wkurzoną i znudzoną minę w naszą stronę. Jakiś koleś przynosi im piwa i zauważam, że są to same Żywce. Biedna Marta, to popiła.
- Za raz mnie zanudzicie na śmierć. Ja idę do wody, jak ktoś chce ze mną, to zapraszam - niby burknęła, ale później uśmiechnęła się zachęcająco i poszła nie oglądając się za siebie.  
  Korci mnie, żeby się zerwać i za nią pobiec, złapać ją i wytargać na tyle daleko, żeby musiała się do mnie przytulać. Ale podejrzewam, że dostałbym tyle chujów, że by mi uszy zwiędły, a dzieci biegające po plaży bogato by wzbogaciły swoje słownictwo w przekleństwa i wulgaryzmy. Kiedy się odwraca stojąc już w wodzie, zerka na Emila, a później na mnie. No i poszli głębiej między ludzi. Podnoszę się, niby żeby fajki wyjąć z plecaka, ale tak na prawdę, to żeby móc dalej na nią patrzeć. Chlapią się wodą, a później on chodzi obok niej i uczy pływać. Ile ja bym dał, żeby być na jego miejscu. Przynajmniej jej nie dotyka więcej, niż to konieczne. Wkurwia mnie, że się tak do siebie cieszą. Ta pieprzona zazdrość. Siadam z powrotem, bo inaczej tam polecę i go skrzywdzę. O dziwo momentalnie znajduję tematy z jej bratem. On też jeździł dawniej motorami i nawet ma gdzieś do to tej pory MZ-tkę.  
  Marta wraca i cieszy się, że nauczyła się pływać. Ta jej radość jest cholernie zaraźliwa. Mam ochotę jej dogryźć, ale po wczoraj zyskałbym jedynie ciętą ripostę. Ta baba ma na wszystko odpowiedzi i to takie, że z nóg człowieka zwala.  
- Łysy, podasz mi piwo? - prosi Damiana, ale reaguję szybciej.
  Wygrzebuję z piachu swojego Lecha. Zaczynam szukać chusteczek, ale tylko po to, żeby niepostrzeżenie narysować serducho na puszcze. Na wszelki wypadek robię niedbałe. Jak mi przypieprzy głupim tekstem, to jej żartobliwie każę przestać mnie podrywać. Podaję jej prowiant i wracam do rozmowy. Czuję jej wzrok na sobie, ale nie mówi nic. Wypija dość szybko, żeby skończyć ze wszystkimi i zaciąga chłopaków do wody. Nie mogę patrzeć na jej flirtowanie z Kotem, więc zostaję na brzegu, nieświadom że jest to najgłupsza rzecz jaką do tej pory zrobiłem. Leże i myślę. Wspominam nasze wspólne chwile. Dolatuje mnie skądś śmiech Wojtasa. Podnoszę się. Stoi niedaleko z jakimiś kolesiami, więc wspinam się do nich po betonowej skarpie, witam się z nimi i włączam się do rozmowy, stając tyłem do jeziora.
- Kurwa!!! Topi się!!!!!! - do moich uszu dociera krzyk brata Marty. Odwracam się natychmiast, ale widzę tylko Kota płynącego w stronę brzegu. Nie dostrzegam Marty i mam nadzieję, że wyszła ze wszystkimi z wody. - Pomóżcie jej, kurwa błagam!!! Ja nie umiem pływać!!! - wrzeszczy Sebastian.
- Wojtas, widzisz gdzie??? - rzucam nerwowo do kumpla, który stanął obok mnie.
- Nie widzę Marty - odpowiada równie przerażony jak ja.
- Może wyszła wcześniej? - mówię głośno i w tym momencie wynurza się głowa i ręce wspomnianej. Lód ścina moje serce, a krew zamarza.  
  Bez zastanowienia zbiegam po nierównych betonach, rozcinając stopy do krwi. Na dole zaliczam glebę, ale od razu się podnoszę i biegnę dalej. Serce wali mi jak oszalałe. Wytrzymaj Maleńka, błagam, wytrzymaj. Wyrywam jakiemuś dzieciakowi dmuchanego wieloryba, czy coś w ten deseń i biegnę co sił odpychając ludzi. Słyszę za plecami wiązankę przekleństw ojca okradzionego dzieciaka, ale mam to w dupie. Później przeproszę.
- Wojtas, rekwiruj materac i dawaj za mną!!! - krzyczę do kumpla, który i tak za mną podąża.
  Biegnę po kamieniach, które są w wodzie przy brzegu i omal kolejny raz nie upadam. Pokazała mi się na chwilę głowa Marty, ale za raz z powrotem znikła. Kot już do niej dopłynął i zanurkował po nią. BŁAGAM, KURWA, ABY TYLKO SIĘ JEJ NIE DAŁ ZŁAPAĆ!!! Woda sięgająca pasa, skutecznie mnie spowalnia, a na dodatek muszę odtrącać nielicznych gapiów, którzy w panice spieprzają z wody lub omijać tych, którzy stoją mi na drodze. Banda pierdolonych debili!!! Gdyby się od razu ruszył jakiś chuj z materacem, to Marta byłaby już prawie bezpieczna. Czuję, że czas przecieka mi przez palce. Marta na chwilkę wynurza się sama, ale znika po raz kolejny pod wodą. Mam już pewność, że Kot, świadomie lub nie, pozwolił jej się złapać. Tam woda nie powinna go jeszcze kryć, ale tonący brzytwy się chwyta. Marta nie da złapać mu równowagi, bo kieruje się już wyłącznie instynktem. Kurwa, Rafał szybciej, bo utopi siebie i jego. Wytrzymaj Kochanie, błagam! Jeszcze troszkę. Już jestem blisko. Wytrzymaj! Mijam Sebę, który stoi w wodzie do szyi, macha rękami i drze się, ale nie słucham co.
- Widzisz ich!? - rzucam od razu, a on mi wskazuje kierunek i w tym momencie na chwilę wynurzają się ręce, a później Marta. jest kawałek dalej od miejsca, w którym ją widziałem chwilę wcześniej.
  Płynę z tym dmuchanym skurwysynem, który mi to bardzo utrudnia. Nie mogę go porzucić, bo nie dam inaczej rady ich wyciągnąć. Dwoje to za dużo nawet jak na mnie. Wytrzymaj Marta, jeszcze tylko chwilę. Sebastian nadal się drze i kątem oka zauważam motorówkę policji, która niestety jest jeszcze dość daleko i policjanci nie zauważyli, że coś się dzieje. Przynajmniej wiem, że brat mojego Skarba, nie jest idiotą i próbuje cokolwiek zrobić, chociaż nie umie pływać i jest przerażony. Już go szanuję za to. Wynurzają się obydwoje na kilka sekund. Kot coś do niej niewyraźnie krzyczy, ale Marta wciąga ich z powrotem pod wodę. Kochanie, błagam, wytrzymaj. Nie mogę Cię stracić. Dam radę, kurwa, Ci pomóc. Dam radę. Dam radę - powtarzam jak mantrę, a czas nieubłaganie mija. Mam ochotę porzucić to dmuchane chujostwo co raz bardziej, ale wiem że wtedy nie pomogę jednemu z nich. Nie lubię tego kolesia za flirtowanie z nią, ale nie życzę mu przecież śmierci. Znów się wynurzają razem, ale znikają od razu. Kurrrrwa mać! Ona tego nie wytrzyma. Szybciej Rafał, szybciej! - pospieszam się w duchu. Już się nie wynurzają, ale jestem prawie przy nich i przez chwilę widzę żarówiaste, czerwone spodenki Emila. Dopływam i czekam kilka sekund, żeby się pojawiła ręka Kota lub Marty. Jeśli dam się któremuś złapać, to czeka nas wszystkich mogiła. Jest! Łapię za nadgarstek i z całej siły dociągam rękę Emila do płetwy tego dmuchanego chuja, na chwilę sam znikając pod wodą. Kot próbuje się złapać drugą ręką, ale Marta ciągnie go na dół. Dzięki Bogu, nie puścił płetwy. Okrążam ich, nurkuję i uderzam Martę z pięści w głowę. Kurwa, za słabo, wciąż się rzuca. Wypływam po powietrze i zanurzam się z powrotem. Tym razem uderzam z całej siły i się wynurzam. Dopływa do nas Wojtek na materacu i przytrzymuje Kota, który jest już nieprzytomny. Nurkuję i próbuję na siłę rozwierać zaciśnięte kurczowo palce Marty. Uwalniam jedną rękę, a później drugą. Złamałem jej przy tym obydwa kciuki. Ona mnie zabije. Jeśli przeżyje. Błagam, niech jej nic będzie i niech mnie zabije. Kurwa, ona musi żyć!!! Wypływam z nieprzytomną dziewczyną na powierzchnię. Łapię się jedną ręką materaca, a drugą utrzymuję twarz Marty nad wodą. Ciężko dyszę, ale macham nogami razem z Wojtasem, żeby jak najszybciej dotrzeć do brzegu. Dam radę. Poradzę sobie. Jestem kurwa silny - powtarzam w myślach. Wiem, że jeśli zwątpię, to będzie koniec wszystkiego. "Pamiętaj synu, jeśli kiedyś będziesz się topił, nigdy nie strać wiary, że dasz sobie radę. Jeśli zwątpisz w siebie, już jesteś martwy. Jesteśmy w stanie znieść więcej, niż myślimy że jesteśmy" - dzwonią mi w uszach słowa ojca. Dopływa do nas dwóch starszych mężczyzn i też robią co mogą. Jeden pomaga mi utrzymać moją ukochaną na powierzchni, drugi pomaga Wojtasowi z Emilem. Wykorzystuję pomoc mężczyzny i co chwilę staram się wdmuchiwać powietrze do płuc Marty, ale to kurewsko trudne w wodzie, a bolące mięśnie wcale nie pomagają. Staram się o tym nie myśleć i robię co w mojej mocy. Mijają sekundy, a ja mam wrażenie że godziny. Kurwa, dwóch mężczyzn przyszło i Seba narobił alarmu. A reszta skurwysynów stoi na brzegu i komentuje. Jak kurwa zawsze. Niech sobie jeszcze selfie z nami w tle pierdolną i wrzucą na fejsa, koniecznie na profilowe, żeby wszyscy widzieli! Moje stopy zaczynają dotykać piachu, więc się od niego odbijam brnąc do przodu. Cholernie bolą mnie wszystkie mięśnie. Dziękuję Ci tato, że nauczyłeś mnie dobrze pływać. Przypominam sobie jak za gówniarza razem pływaliśmy w Wiśle i kocham go za to. W końcu wyciągamy ich na brzeg. Ludzie się tłoczą co raz bardziej, bo kurwa przecież nieszczęście innych to wielka sensacja! Podpływa policja i biegną do nas.
- WYPIERDALAĆ I NIE PRZESZKADZAĆ!!! - rzucam w stronę bydła potocznie nazywanego ludźmi i trochę się odsuwają.
Jakiś starszy facet zaczyna reanimacje Marty, ja klękam obok.
- Niech się pan odsunie - mówi do mnie, uciskając jej klatkę piersiową.
- Ni chuja! Pan jej nie ratował, to mi pan nie będzie kurwa mówił co mam robić!!! - wybucham.
- Przykro mi, nie mogłem - mówi cicho. Dopiero teraz zauważam, że facet ma protezę nogi i robi mi się głupio, że tak na niego naskoczyłem.
- Przepraszam Pana - zacząłem szlochać. - Niech ją Pan uratuje, proszę. Ona musi przeżyć! - mówię gładząc włosy nieprzytomnej Marty i dysząc ciężko.
- Nie szkodzi, Synu. To przez nerwy. Rozumiem Cię, bo sam byłem kiedyś ratownikiem - mówi i po raz kolejny wdmuchuje powietrze w usta dziewczyny.
  Po chwili policjant zmienia starszego pana i uciska klatkę piersiową Marty. Robi się zamieszanie i uświadamiam sobie, że przyjechało pogotowie. Nawet z tego wszystkiego nie słyszałem syren. Po chwili podbiegają ratownicy. Jeden z defibrylatorem w ręce, a inny z noszami pod pachą. Zaczynają reanimację. Kot zaczyna kaszleć i wymiotować wodą, ale Marta nie chce się obudzić. Sebastian płacze obok mnie, Wojtas też. Nie wiem co mam ze sobą zrobić.
- Dawaj maleńka, dasz radę - szepczę cicho, trzymając ją za rękę.
  Ratownik mnie prosi, żebym się odsunął, więc posłusznie to robię, chociaż bardzo niechętnie. Nie wierzę, że to się dzieje na prawdę. Patrzę na jej piękne, bezwładne ciało i mnie ściska w środku. Żal. Rozpacz. Poczucie straty. Boże, nie zabieraj mi jej. Marta, błagam Kochanie, wróć do mnie. Już nigdy Cię nie skrzywdzę, tylko wróć. Możesz robić co chcesz, tylko wróć do mnie. Kurwa, zawiodłem Cię po raz kolejny. Zrobię co tylko zechcesz, tylko wróć.
- Gdzie Ty kurwa byłeś? - rzucam do Łysego, który właśnie się zjawił zdyszany.
- Seba mi kazał po karetkę zadzwonić, to od razu rower pożyczyłem i do głównej pojechałem, żeby nie pojechali w złą stronę - dyszy ciężko. - Tam nikt nawet nie wie, że coś się działo.
  Łzy płyną mi jeszcze bardziej. Sam nawet o tym nie pomyślałem. Patrzę na ciało mojej Małej Wiedźmy, które napina się i wygina od uderzeń defibrylatora. Dawaj Maleńka. Proszę, nie zostawiaj mnie. Proszę...
  Układają ją na noszach i biegną do karetki. Zabierają ją, Kota i Sebastiana. Mi nie pozwolili jechać. Zresztą, tylko bym im zawadzał. Ambulans odjeżdża na sygnale, a ja zostaję pogrążony w rozpaczy. Nagle dostaję mocno w twarz i upadam.
- Po chuj ją uderzyłeś!? To Twoja kurwa wina! Dalibyśmy radę ją wyciągnąć przytomną! - wrzeszczy na mnie Wojtek i kopie mnie w brzuch.
  Chcę mu powiedzieć, że nie dalibyśmy, ale kopie mnie w usta i zaczynam pluć krwią i piaskiem. Policjanci odciągają go i uspokajają. Zastanawiam się czy dałbym radę ją wyjąć przytomną, ale w głębi duszy czuję że nie. Utopiłaby mnie i siebie. Mimo to czuję się winny. Dlaczego z nimi nie poszedłem!? Gdybym tam był, nic by się nie stało...
  Podnoszę się i idę po swoje rzeczy. Pakuję też Sebastiana, który nic ze sobą nie wziął. Ze ściśniętym sercem, pakuję rzeczy Marty do jej plecaka. Dzwonię do Krzyśka.
- Nie wracamy jeszcze, musisz jakoś jeszcze wysiedzieć chociaż z dwie godziny - odbiera wesołym głosem Alicja.
- Daj mi Barmana - mówię wciąż płacząc.
- Stało się coś? - mówi nieco poważniej.
- DAJ MI GO - warczę i po chwili słyszę zaniepokojony głos kumpla.
- Co jest? - pyta.
- Marta się chyba utopiła - mówię ściśniętym głosem, przez spazmy płaczu.
- Pierdolisz!?
- Nie, to ją zabrało pogotowie, Stary. Zawieziesz mnie do szpitala?
- O ja pierdolę. Jasne, a gdzie jesteś?
- Po drugiej stronie pseudo molo. Wyjdę do drogi.
- Za raz będę - mówi i się rozłącza.
  Palę papierosa za papierosem czekając na Krzysztofa. Nie mogę pozbyć się myśli, że straciłem Martę na zawsze. Nawet nie widzę pełnych litości spojrzeń mijających mnie ludzi...
________________
* - Kein problem - po niemiecku znaczy: nie ma sprawy/problemu.

7 205 czyt.
12166100% 38
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 5284 słów i 28470 znaków. ·

Komentarze (29)

 
  • madziax

    madziax 21 lip 2015

    Bedzie dzis ?

  • natapst

    ~natapst · ip:192.162.94.* · 21 lip 2015

    Kiedy będzie? )

  • prf

    ~prf · ip:188.47.143.* · 21 lip 2015

    i jak będzie dzisiaj następna część ?

  • Hupa

    ~Hupa · ip:85.14.115.* · 21 lip 2015

    Czekam dzisiaj cały dzień na część

  • natapst

    ~natapst · ip:192.162.94.* · 19 lip 2015

    Będzie dziś?

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 19 lip 2015

    Cześć kochani wybaczcie że jeszcze nie ma kolejnej, ale praca mnie morduje wychodzę rano i wracam o tej porze ;( postaram się napisać na jutro lub poniedziałek

  • ~mysza

    ~~mysza · ip:31.61.138.* · 18 lip 2015

    Kurcze dlaczego nie ma nastepnej ?? Smutam

  • Marlens

    ~Marlens · ip:46.174.224.* · 18 lip 2015

    Ojej, to już 9 dni;D

  • ala12345

    ~ala12345 · ip:77.45.24.* · 18 lip 2015

    Kiedy nastepna?

  • MisiaM

    ~MisiaM · ip:37.30.116.* · 17 lip 2015

    Jesteś genialnaaaaaa! Proszę o następną część

  • natpst

    ~natpst · ip:192.162.95.* · 16 lip 2015

    Będzie dziś?

  • uwielbiam

    ~uwielbiam · ip:79.184.133.* · 16 lip 2015

    Kiedy kolejna część ???

  • Hsjs

    ~Hsjs · ip:83.18.213.* · 15 lip 2015

    Kiedy będzie?

  • madziax

    madziax 13 lip 2015

    Kiedy kolejna ? Juz sie nie moge doczekac

  • Marlens

    ~Marlens · ip:46.174.224.* · 13 lip 2015

    Rany, nie mogę się doczekać kolejnej czesci;p tyle już czekam...

  • fgg

    ~fgg · ip:192.162.95.* · 12 lip 2015

    Proszę dodaj następną

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 11 lip 2015

    Dzięki kochani za miłe komy i cieszę się, że wam się podoba moje opowiadanko nie wiem jeszcze kiedy kolejna częsć, bo ostatnio dużo pracuję Czy Marta przeżyła to wszystko, to sama nawet jeszcze nie wiem może jutro będę miała wolny dzień, to to rozkminię, ale nic nie obiecuję

  • Nata208

    Nata208 10 lip 2015

    Ona musi żyć !! Kiedy dodasz kolejna część ???

  • kc3

    ~kc3 · ip:79.191.200.* · 10 lip 2015

    Żyj! Żyj! Żyj! Cudne opowiadanie !!!!!!!!!!!!!!

  • lilil

    ~lilil · ip:178.217.249.* · 9 lip 2015

    sztos ku*wa !!!

  • madziax

    madziax 9 lip 2015

    Swietna az sie poplakalam Marta musi zyc ! Blagam dodaj szybko kolejna

  • bbb

    ~bbb · ip:46.151.20.* · 9 lip 2015

    Kocham cie a teraz już nie mogę się doczekać na kolejną część

  • Arii2000

    Arii2000 9 lip 2015

    O M G !!!! Ty musisz jak najszybciej dodać następną część! Po prstu musisz *-*

  • monis

    ~monis · ip:37.47.41.* · 9 lip 2015

    mam nadzieję że Marta będzie żyła

  • mysza

    ~mysza · ip:83.26.181.* · 9 lip 2015

    Nie!!!!!!! :'( On jej nie może stracić!! :'( Mam tak silny atak płaczu, że czuje jakby ktoś mnie młotkiem w głowe bił :'( Od początku się co do niego pomyliłam :'( Och, jaka ja byłam głupia :'( Ona musi żyć! Muszą być razem! Błagam postaraj się dodać szybko kolejną część. Moje serce teraz pękło :'(

  • Wiktor

    ~Wiktor · ip:82.160.125.* · 9 lip 2015

    Dobra część!!!. Dzięki!!!

  • Medzi

    ~Medzi · ip:164.127.66.* · 9 lip 2015

    Kiedy Kolejna? zaje*iste *-*

  • Sylwunia

    ~Sylwunia · ip:94.40.90.* · 9 lip 2015

    Cooo!!!!! Błagam o następną część szybko

  • Marlens

    ~Marlens · ip:46.174.224.* · 9 lip 2015

    Fack.! Marta musi żyć. !