Idealnie Nieidealni cz.1

Sobota:
Na podłodze leżą rozrzucone ubrania. Walają się cztery puszki z piwa, a dywan jest w kilku miejscach przypalony żarem z papierosów. Są też szkła z rozbitych o ścianę kieliszków do wina. W mieszkaniu unosi się zapach palonego tytoniu. Na łóżku leży młody nagi mężczyzna. Tuli do siebie poplątaną pościel. Obudził go powtarzający się głośny dźwięk telefonu. Na policzkach ma zaschnięte łzy, a w kącikach warg i na prawym policzku odrobinę równie suchej śliny, co ewidentnie świadczy o płaczu i ślinieniu się przez sen. Podkrążone oczy otwierają się niechętnie i zamykają natychmiast oślepione blaskiem dnia. Rafał mruga nimi kilkakrotnie, by przyzwyczaiły się do płynącego od okna światła. Siada niechętnie na łóżku i patrzy na wiszącą nad drzwiami dużą tarczę niebieskiego zegara. Jest już po piętnastej. Przeczesuje dłońmi włosy i nagle odrywa od głowy prawą i się jej bacznie przygląda. Jest trochę zapuchnięta i boli jak diabli. Kręci głową na wspomnienie sytuacji, przez którą tak się urządził. Próbuje znaleźć zagrzebany w pościeli stary telefon. Odkąd utopił swój w wiaderku farby, posługuje się tą cegłą pożyczoną od Piotrka. Oczywiście stać go na nowy, ale brak czasu uniemożliwia mu zakup. No może i znalazłby czas, ale wolał go spędzać z tą zwariowaną, wesołą, beztroską i upartą jak osioł wiedźmą. Imponowała mu cholernie i była jego bohaterem. Nie przejmowała się niczym. Nie wystraszyła się go, gdy pierwszy raz wparował jej do łazienki. Nawet się nie zasłoniła.
- Cholera, dwa miesiące jej wtedy szukałem i nic - pomyślał. - A po trzecim, gdy już się poddałem, to sama się znalazła.
Uwielbiał i podziwiał jej ciało i strasznie mu się podobało, że nie przejmowała się swoimi niedoskonałościami. Małe rozstępy na udach, lekko odstający brzuszek, drobne piersi, malutkie krosteczki na plecach, dekolcie i ramionach. Z włosów, które zawsze pięknie pachniały, zwykle wymykały się jej jakieś kosmyki, a on uwielbiał je okręcać sobie wokół palca. Ale to było takie naturalne i takie jej. Kochał i nadal kocha w niej to wszystko. Te piwne duże oczy, ciepłe usta, głośny śmiech i żartowanie ze wszystkiego. Nawet z tego co na pierwszy rzut oka nie jest śmieszne. Rafał żałował, że posłuchał swojego rok młodszego kuzyna i postanowił uświadomić Martę kim naprawdę jest. Mógłby z nią trwać w tym niepewnym związku w nieskończoność. "Macie tak samo najebane w baniach, kto jak kto, ale ona powinna Cię zrozumieć." - zadźwięczały mu w głowie słowa przyjaciela. Najwyraźniej nie mieli, bo kiedy zaczął rozmowę z tą silną kobietą, natychmiast uciekła z płaczem. Nadal nie jest w stanie zrozumieć jej reakcji. Nie zrobił przy niej nic, co by mogło świadczyć że chce się nią "bawić". Głupotami, które wykrzykiwała Mariola też miał wrażenie, że się nie przejęła. Wziął szybki prysznic i w końcu znalazł telefon. Miał cichą nadzieję że to ona do niego telefonowała. Niestety na zmianę wydzwaniali do niego Piotrek, Tiger, Gruby i Magda. Najpierw oddzwonił do przyjaciela. Drżącym głosem opowiedział mu z grubsza co się stało i wytłumaczył mu, że się nie gniewa, gdy tamten zaczął go przepraszać za jednak kiepską radę. Obydwaj pomylili się co do niej i tyle. Gdy napisała mu, że woli jednak swojego byłego, wściekł się i do drugiej plątał po barach. W końcu kompletnie pijany i rozbity dotarł do domu. I zaczął płakać. Pomimo zamroczenia alkoholem, nie mógł długo zasnąć. Cholernie zależy mu na tej wiedźmie i bardzo za nią tęskni. Rafał był pewien że Marta go kocha i że będą razem pomimo jego dziecinnego charakteru, całkowitego braku odpowiedzialności i stylu życia wiecznego studenta. Lubił zabawę, adrenalinę i nie planował całkiem dorastać. Oto i jego śmieszne wady. Mógłby spróbować się zmienić. Ale nie był by szczęśliwy nie będąc sobą. Wiedział, że tylko by wszystko tym pogorszył, udając przed nią kogoś, kim nie jest i nigdy nie będzie. Pieprzone życie. Oddzwonił do Błażeja. Kumpel poprosił go o dowiezienie piwa i wódki, bo są nad wodą i nie mają gdzie kupić. Oczywiście się zgodził, chociaż sam jeszcze do końca nie był trzeźwy. Czuł się jednak dobrze. Robert jest razem z Grubym, więc dzwonienie do niego nie ma sensu. Na końcu zatelefonował do Magdy. Dumnie opowiedziała mu, że po pijaku spuściła lekkie manto Marioli, gdy ta coś zaczęła do niej pyskować bez powodu. Poprosiła go też o dwieście złotych, na co się natychmiast zgodził. Ubrał biały T-shirt, spodenki w żółto-zielono-czerwonych barwach i białe adidasy. Wrzucił telefon i portfel do kieszeni i zbiegł po schodach z kluczami w łapie. Po niecałej godzinie był już w Sandomierzu przed domem Magdy. Jako pierwsza wybiega do niego czteroletnia Majeczka i rzuca się mu w objęcia. Łapie ją pod rączki, unosi wysoko i wirują tak śmiejąc się przez chwilę. Dziewczynka piszczy z radości i krzyczy "Szybciej! Szybciej!" Gdy podchodzi Magda, przytula ją i przekazuje pieniądze, żeby nie zapomnieć później tego zrobić. Maja próbuje go przekonać żeby został, ale tłumaczy jej że musi wracać, bo ktoś na niego czeka. Magdalena dołącza do rozmowy i we dwie, udaje im się go przekonać, żeby zabrał je ze sobą nad wodę. Magda idzie po jedzenie i picie dla małej, a także ręczniki dla całej trójki. Rafał jedzie wolniej i ostrożniej niż zwykle, przez wzgląd na towarzyszącego mu czteroletniego psotnika. Dziewczynka ma identyczne jak jego oczy i rysy twarzy. Opowiada mu co robiła, gdy jego nie było, a on wesoło dopytuje o szczegóły. Ma ochotę zapalić, ale tego nie robi z oczywistego powodu. Alkohol dla kolegów i słodycze dla Majki kupuje w Kauflandzie. Nad wodą jest mnóstwo ludzi i plaga całkiem niezłych dziewczyn, ale on nie ma ochoty na nie patrzeć. Parkuje auto i dalej idą pieszo. Ręka Magdy spoczywa w zgięciu jego łokcia, a jego kochana Maja biegnie przed nimi obok drogi. Cholernie się cieszy widząc ją tak szczęśliwą. Witają się z grupą podpitych kolegów i idą do wody. Rafał rozbiera się do spodenek i zarzuca sobie mokrą dziewczynkę, która ma na sobie tylko czerwone majteczki, na ramiona. Każe jej się mocno trzymać jego szyi i płynie żabką w wodzie sięgającej mu za piersi. Mała piszczy z radości i wykrzykuje "szybciej koniku!", nawiązując do ich poprzednich zabaw, gdy on ją nosił na plecach, a sam wędrował na czworakach po dywanie. Odpływają spory kawałek, więc się zatrzymuje żeby odpocząć. Nagle do jego uszu dociera charakterystyczny, głośny śmiech i pisk Marty. Spogląda w tamtym kierunku, a jego pięści bezwiednie się zaciskają. Kobieta, której tak bardzo pragnie, przytula się do jego kumpla. Ma ochotę tam pobiec i utopić skurwysyna, ale zwalcza ten odruch. Jeszcze nigdy nie był tak cholernie zazdrosny. Patrzy na nich śmiejących się do siebie, a łzy napływają mu do oczu i spływają po mokrych policzkach. Jeszcze wczoraj śmiała się tak z niego i tego małego gada, Pana Alkoholika. Nie jest w stanie znieść tego widoku, więc wraca do kolegów w ten sam sposób. Nadal się śmieje do dziewczynki, ale to już jest wymuszona radość.
  O dwudziestej odwozi Magdę i Maję. Dziewczynka zasnęła w aucie, więc bierze śpiącego aniołka na ręce i zanosi na łóżeczko. Pomimo zaproszenia Magdy, nie zostaje u nich i wraca do siebie. W domu nie potrafi znaleźć sobie miejsca, więc postanawia porozmawiać z Martą. Czeka na nią w swoim audi i międzyczasie zastanawia się nad tym wszystkim. To wrednie niesprawiedliwe że najpierw wytyka mu bawienie się kobietami, a później widzi ją przytulającą się z Czerstwym. Kilkanaście minut po dwudziestej drugiej zauważa Martę. Robi mu się jej żal, gdy zauważa jej czerwone od słońca plecy. On by teraz chętnie się jej nimi zajął, żeby złagodzić ból. Marta idzie w towarzystwie tego chuja Pawła. Niebieskooki ma ochotę wysiąść i wprasować mu głupi pysk w chodnik, ale tylko ich obserwuje, ciekaw czy Marta zaprosi go do siebie. Nie powinno go to interesować, bo ona dała mu wyraźnie do zrozumienia, że go nie kocha. Ma wrażenie że kłamała i postanawia zapytać Anię o tamtego typa. Przechodzą obok niego, ale są zbyt zajęci sobą, żeby go zauważyć. Czerstwy prowadził rower dziewczyny, a teraz ona go przechwyciła. Rozmawiają wesoło chwilę, a on niby przypadkiem się do niej przysuwa. Marta wyciąga papierosy z kieszeni i go częstuje. Palą, a on znów ją osacza. W końcu krótko się z nim żegna i znika w bloku. Rafałowi spada kamień z serca. Wysiada z samochodu i cicho zamyka drzwi. Paweł nie zwraca na niego uwagi. Zauważa go dopiero gdy jest dwa metry przed nim. Głupio się do niego cieszy, bo myśli że dopiero przyszedł. Wyciąg do niego rękę na powitanie, a Rafał robi to samo. No dobrze, z malutką różnicą. Dłoń niebieskookiego chłopaka jest zaciśnięta w pięść i wita się nie z ręką, a z nosem Czerstwego. Chodnik wychodzi Pawłowi na spotkanie. Niższemu facetowi, leżącemu na bruku, leje się krew z nosa. Wyższy nachyla się nad nim.
- Drugiego ostrzeżenia nie będzie - mówi Rafał, tak jakby nic się nie stało i pomaga podnieść się koledze. Wyciąga z kieszeni chusteczki i mu podaje.
- Odjebało ci? Tylko gadaliśmy! - mruczy Paweł.
Niejednokrotnie widział zdolności swojego kolegi, który nie raz go obronił. Dlatego przezornie nawet nie próbuje wdawać się z nim w bójkę.
- Widziałem nad zalewem - mówi nadal spokojnie.
- Wygłupialiśmy się tylko, wyluzuj chłopie.
- Nie kręć się koło niej.
Rafał tylko na niego patrzy, a kolega spuszcza wzrok. Oboje nic już nie mówią. Żegnają się w końcu krótko i Paweł odchodzi. Rafał orientuje się, że chłopak nie użył argumentu, że już nie są przecież razem. Czyli albo się bał, albo myśli że między nimi wszystko okej. Nie powiedziała mu. Ogarnęła go nadzieja, że może ona jednak jeszcze go nie skreśliła. A przynajmniej nie całkiem. Albo skreśliła na starcie Pawła. Wolał jednak pierwszą, bardziej naiwną wersję. Nagle zaczął żałować że mu nie poprawił. Dlaczego mu nie powiedziała!? Jego wzrok przykuwa ruch w jednym z wielu okien. To ta sąsiadka Marty, która "miała pilną sprawę picia wódki", cokolwiek to znaczy. Rafał uśmiecha się do staruszki i jej macha. Starsza kobieta robi to samo i pokazuje mu kciuk w górę. Marta miała rację, to wariatka. Niebieskooki chłopak wsiada do samochodu i odjeżdża, wciąż uśmiechając się pod nosem. Nagle opuściła go cała odwaga i postanowił że jeśli Marcie na nim zależy, to da sobie spokój z tym całym Bartkiem i sama go znajdzie. Tymczasem postanowił pójść na piwo z Piotrkiem i Anką...

_________
"yzo" - mówisz masz :D

8 230 czyt.
11670100% 20
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2011 słów i 11097 znaków. ·

Komentarze (4)

 
  • Marlens

    ~Marlens · ip:46.174.231.* · 18 cze 2015

    No nareszcie.! Dzięki wielkie za chwile przyjemności i relaksu...;D

  • Joan

    Joan 16 cze 2015

    Nie wierzę! Napisałaś to bez dziwnych błędów :o (wiem ze celowe były ale tak czy siak :o ) fajnie wyszło! :3

  • yzo

    ~yzo · ip:46.112.45.* · 16 cze 2015

    no i super! kto by pomyślał że Rafał jest taki uczuciowy? śledzę to opowiadanie od początku i każda część jest coraz lepsza

  • inez

    ~inez · ip:185.15.81.* · 16 cze 2015

    Fajnie jak części pojawiają się trochę częściej bo to nie daje zapomnieć o historii. Chociaż tej to nie grozi bo bardzo wciąga. Aha podoba mi się ten rozdział bo mniej jest wulgaryzmów. Czasami są uzasadnione ale bez przesady