Dom w głębi lasu - Następne pokolenie

Mój dom - tak, moja duma. Dziadek budował go wiele lat... A po tragicznej śmierci babci i siostry, oraz zaginięciu dziadka i rodziców - jest mój. Tak, zaciszne miejsce. Idealne dla mnie, żony i dzieci...
- Tatooo... Kiedy dojedziemy? - Spytała Julia, moja starsza córka. Jeśli mnie pamięć nie myli, ma chyba 13 lat.
- Jeszcze trochę... - powiedziałem z irytacją. Kolejny raz to samo pytanie... Czasem myślę, że nie powinienem mieć dzieci.
- Karol! Czemu nie odpowiesz dziecku normalnie? - zapytała z oburzeniem moja żona Alicja. Westchnąłem.  
- Za 20 minut powinniśmy być na miejscu. - odparłem. Dalsza droga odbyła się na szczęście bez głupich i irytujących pytań. Wyboista droga prowadząca przez gęsty las, w którym... Ha! Na samą myśl zdradziecki uśmiech wpełzł na moją twarz.  
- I dojechaliśmy! - powiedziałem pełen ulgi do rodziny. Wysiadłem z samochodu i wyjąłem walizki.  
- Jak tu pięknie!! - stwierdziła Alicja dając mi buziaka w policzek.  
- Dziura. Jesteśmy w...  
- Moja panno! - krzyknęła na Julię Alicja. Chyba jednak ma więcej niż 13 lat. Wziąłem walizki żony, oraz moją i syna torbę. Julia zajęła się swoim bagażem. Weszliśmy do domu. Córka weszła w pośpiechu na piętro, chcąc zająć jak najlepszą sypialnię. Podeszła do pierwszych drzwi najbliżej schodów. Zamknięte.
- Ta-a-ato-o-o-o!
- Spróchniałe deski. - wyjaśniłem na prędce. Przecież nie może się dowiedzieć, że tutaj zmarła jej ciocia...
***
Skrzypienie podłogi. Kilka warstw kurzu na meblach i połodze. Wypłowiała tapeta na ścianach. Rozkładające się zwłoki małej dziewczynki, choć nikt by już nie potrafił zidentyfikować płci. Kałuża ciemnoczerwonej, zaschniętej krwi. Czysty okrąg na drewnianej komodzie, a w jego wnętrzu upiorna lalka.
- Tik, tak, tik, tak...
+ dwa lata później +
- Łeeee!!!!  
- Mamo-o-o Krzyś spadł z huśtawki!  
- Jula, miałaś go pilnować! - A co ja jestem niańka dla dziecka? Mama czasem naprawdę mnie wkurza. A co? Krzywda mu się nie stała. I tak musimy iść już do domu, ściemnia się. - Chodźcie już! - zawołała mama.
- Idziemy, idziemy... - odburknęłam pomagając bratu wstać. Weszliśmy do kuchni, skąd pochodził zapach domowej pizzy. Tak domowej - na takie zadupie dostawcy nie dojeżdżają. Usiadłam obok brata i zaczęliśmy pałaszować kolację.
- Witaj rodzinko! - zagrzmiał ojciec wchodząc do kuchni. Pocałował mamę na powitanie.
- Ble-e-e! - skrzywił się Krzyś i zasłonił ręką oczy, na co cała nasza trójka wybuchnęła niepochamowanym śmiechem. Ojciec szepnął coś mamie do ucha. Zachichotała i kiwnęła głową.
- Ej mały, nie uwierzysz co znalazłam na strychu... - szepnęłam do brata.
- Co? - zapytał z zaciekawieniem.
- Klucz do zamkniętego pokoju. Pójdziemy po kolacji na strych, tam on jest. - Mały zjadł szybko swoją porcję.
- My idziemy na spacer. - powiedziała mama.  
***
Noc. Księżyc w pełni. Gwiazdy świecą jaśniej niż zwykle. Doskonale widoczna ścieżka chowająca się za masywnym drzewem. Wszystko dokładnie tak jak 30 lat temu...
***  
- Krzysiek wchodź szybciej! - powiedziałam do brata, który męczył się z wejściem po drabinie. Po mozolnych wysiłkach oboje byliśmy na strychu. Nie interesowały mnie suknie, stare skrzynie, pozytywki.  
- Strasznie tutaj... I nie ma światła - powiedział drżącym głosem Krzyś. Wyjęłam telefon i włączyłam latarkę.  
- Proszę.  
*Skrzy, skrzyp* ten dźwięk wywołał u mnie ciarki, które niczym stado przebiegły przez całe moje ciało. Odwróciłam się w stronę źródła dźwięku, zaś mój brat schodził szybko po drabinie. Czyli jak chce to potrafi. Kluczyk w starej, drewnianej szafie, przed którą stałam zaczął się przekręcać. Adrenalina zawładnęła całym moim ciałem. Stałam w miejscu, czując silny odór zgnilizny. Klucz wyleciał z zamka, a a stara szafa powoli otwierała swe skrzydła. Szybko złapałam jeden z identycznych, zardzewiałych kluczy leżących na podłodze i zsunęłam się po drabinie. Ostatnie co zobaczyłam przed zamknięciem pokrywy była para krwiście czerwonych oczu patrzących na mnie z nienawiścią. Usiadłam na podłodze i oparłam się o ścianę oddychając ciężko. Łzy mimowolnie spłynęły po moich policzkach, a serce dudniło w zastraszająco szybkim tempie.  
- Nic ci nie jest? - zapytał zmartwiony Krzyś. Pokiwałam przecząco głową. Wstałam i podeszłam do tajemniczych drzwi. Nogi miałam jak z galarety. Drżącą ręką wsunęłam klucz do zamka modląc się w duchu, by nie pasował. Zamek zaskrzypiał i ustąpił. Zaklęłam siarczyście.
- Nie wolno tak mówić! Powiem mamie i tacie! - powiedział mój młodszy brat. Spiorunowałam go wzrokiem i popchnęłam drzwi. Uderzył nas zapach kurzu i stęchlizny, a Krzysiek powiedział, to co oboje myśleliśmy.
- Fuu! Cuchnie.
- Masz rację Krzyś, cuchnie jak jasna cholera. - powiedziałam wchodząc do pokoju.
- Znowu powiedziałaś zakazane słowo!  
- Wszystko jest dla ludzi. - odparłam zirytowana. Zapaliłam światło.
- Ble! Co to? - zapytał wskazując truchło gnijące na podłodze.
- Pewnie jakieś zwierzę. - powiedziałam. Nic w tym pokoju nie było wyjątkowego, prócz... - Patrz jaka lalka! - podeszłam do komody, gdzie w tumanie kurzu leżała zabawka. Nagle usłyszałam skrzypienie otwieranych drzwi. Odwróciłam się gwałtownie i... Odetchnęłam z ulgą.
- Tata! - krzyknął uradowany Krzyś i rzucił się ojcu na szyję. Ten odwzajemnił uścisk i objął syna jedną ręką, drugą chowając za plecami. Uśmiechnął się psychopatycznie. Cofnęłam się przerażona i próbowałam otworzyć okno. Ojciec puścił syna i odsunął go od siebie. Po zobaczeniu miny taty, Krzyś przestraszył się nie na żarty.
- Tato? - zapytał cofając się. Poleciał jak długi na brudną podłogę potknąwszy się o truchło.  
- Wiecie co spotyka niegrzeczne dzieci? Czeka je kara. - Otworzyłam okno i krzyknęłam. Ojciec wyjął zza pleców nóż i dźgnął w serce Krzysia. Skoczyłam przy akompaniamencie szaleńczego śmiechu ojca. Podczas lądowania usłyszałam chrzęst łamanej kości. Zaklęłam i pokukśtykałam w las. Biegłam najszybciej jak mogłam. Ból promieniujący od złamanej kości roznosił się po ciele. Nagle na drodze ujrzałam światełka. Poszłam ścieżką wzdłuż nich. W końcu światło się skończyło pogrążając mnie w całkowitych ciemnościach. Brnęłam dalej przed siebie.  
- Córciu! Tatuś idzie! - usłyszałam niedaleko miejsca, w, którym byłam. Przyśpieszyłam. I nagle bum. Byłam na prostej drodze i mnie nie ma. Spadałam szybko i boleśnie co rusz ocierając się o ciernie. Upadłam na tyłek pożądnie obijając sobie kość ogonową. Próbowałam wstać, jednak nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Rozejrzałam się. Była to grota oświetlona pochodniami, gęsto rozstawionymi po całym pomieszczeniu. W słojach naprzeciwko mnie były głowy innych ludzi, a przypięta kajdanami do ściany wisiała moja mama. Pod nią rozciągała się ogromna kałuża krwi. Utrzymywały ją tylko dłonie. Cała reszta została dokładnie obgryziona. Nie wiem co się stało z narządami. Zostały dłonie i głowa. Krzyknęłam.  
- Nieładnie się tak zakradać. - podszedł do mnie staruszek w dziwnych szatach. Pokryty był licznymi bliznami, tatuażami i zmarszczkami. Uderzył mnie mocno w twarz. Przewróciłam się na plecy. Starzec przygwoździł mnie do ziemii. Druga osoba, której nie mogłam zidentyfikować przyłożyła mi dłuto do czoła. Zamach. Nim odpłynęłam usłyszałam:
- Rodzinka w komplecie...

4 470 czyt.
7071100% 2
Gabi14

Gabi14 opublikowała opowiadanie w kategorii horrory, użyła 1416 słów i 7664 znaków. ·

Komentarze (6)

 
  • iza0199

    iza0199 29 cze 2014

    ^,^

  • Gabi14

    Gabi14 29 cze 2014

    To nie to opowiadanie Iza. Specjalnie dla ciebie z lalkami będzie inne 3

  • iza0199

    iza0199 28 cze 2014

    Hah.. widzę, że już ogólnie przerzuciłaś się na opowiadania jednoczęściowe. Co do tego, to jest ok, ale z tego co mówiłaś mi ostatnio, to miało być opowiadanie z lalkami. Jakoś średnio je wyczuwam

  • Shruikan

    Shruikan 28 cze 2014

    W akapicie zaczynającym się tak "- Krzysiek wchodź szybciej!"

  • Gabi14

    Gabi14 28 cze 2014

    A w którym momencie zapomniałam przenieść myślnik? Na początku jest dobrze, ale dalej sprawdzać mi się już nie chcę

  • Shruikan

    Shruikan 28 cze 2014

    Opowiadanie ok, ale momentami myślniki przydałoby się umieścić w nowej linijce (a przynamniej jeżeli zaczyna wypowiedź innej osoby)