Zdrada IX

Krajobraz za oknem zmieniał się w miarę przebytych kilometrów.
Widać było, że wjechaliśmy w krainę jezior.
Coraz częściej po prawej albo lewej stronie szosy widać było szerokie tafle wody.
-Do diabła musimy się zatrzymać, z zamyślenia wyrwał mnie głos Anki.
-Teraz? Tutaj byłam kompletnie zdezorientowana, widząc za oknem pojazdu kompletne pustkowie.
-Nie, zaprzeczyła nie tutaj.
-W miasteczku musimy zrobić jakieś zapasy, wyjaśniła.
-Coś do jedzenia, coś do picia.
-Wprawdzie żyję jak mniszka, ale nie mam zamiaru dodatkowo głodować.
-Dlaczego jak mniszka, jej słowa zaciekawiły mnie.
-No wiesz bez faceta i tych spraw, zakończyła cokolwiek enigmatycznie.
-Muszę coś zrobić, żeby to zmienić, nawet wiem co, uśmiechnęła się zagadkowo.
-Irena, kiedy ostatni raz byłaś? No wiesz z facetem, spojrzała mi w oczy.
-Kiedy byłam? Jej pytanie poruszyło czułą strunę i przypomniało mi o mężu.
Ciekawe, dlaczego zapytała oto właśnie teraz, zamyśliłam się, jej pytanie przypomniało mi o moich problemach z mężem.
Co tu dużo mówić, nie układało się nam ostatnio.
Czułam, że między nami coś się popsuło, jego oziębłość, można powiedzieć, że wręcz lekceważenie mnie.
On chyba musi kogoś mieć, nie mogłam wyobrazić sobie, żeby normalny zdrowy mężczyzna nie odczuwał żadnych potrzeb seksualnych.
Tym bardziej że wcześniej wprawdzie nie był jakimś tytanem seksu, ale kochał się ze mną co najmniej dwa razy w tygodniu, a teraz gdzieś tak od pół roku nic, zero, nul seksu.
Każde moje działanie, było odtrącane, ignorowane.
Czułam, jak między nami zapanował chłód, nie mogłam zrozumieć, co się stało, co zrobiłam nie tak.
-No, kiedy ostatni raz byłaś z Markiem, kiedy się z nim kochałaś? Anka zniecierpliwiona moim milczeniem ponowiła pytanie.
Czułam jak na policzki, wypełza mi rumieniec, nie wiedziałam co jej odpowiedzieć, wprawdzie była moją najlepszą przyjaciółką, ale to pytanie takie bezpośrednie, bezceremonialne, uświadomiło mi dogłębnie pustkę w tej najintymniejszej sferze życia.
-No wiesz, ostatnio coś nam nie wychodzi, zresztą sama wiesz, przecież Ci opowiadałam, jakoś tak się mijamy.
-Mijacie się, prychnięcie Anki było bardzo wymowne.
-Nie ściemniaj, to aż bije w oczy, że brakuje Ci chłopa, zaśmiała się, patrząc na mnie.
-Widziałam, jak patrzyłaś na tego Mareczka.
-Jakiego Mareczka? udałam, że nie wiem, o czym mówi.
-No twojego wybawcę, który wczoraj uratował Cię przed wypadkiem.
-Myślałam, że go zjesz wzrokiem, zachichotała.
-Słuchaj! Nawet dobrze się składa, ma na imię Marek, możesz się zapomnieć z czystym sumieniem, roześmiała się perliście.
Zaniemówiłam, słysząc jej sugestię, nie wiedziałam co jej odpowiedzieć, tym bardziej że podobna nieśmiała myśl mi również przyszła do głowy.
Na szczęście wjechaliśmy do miasteczka i Anka gwałtownie zahamowała przed pawilonem.
-Chodźmy! Wyskoczyła z samochodu.
Szczęśliwa, że skończyła swoje indagacje, poszłam za nią.
O dziwo, pawilon był zaopatrzony wyjątkowo dobrze, tak, że po kilkunastu minutach obładowane prowiantem i oczywiście napitkami wyszłyśmy na zewnątrz.
-Irena wrzuć to do bagażnika, a ja skoczę jeszcze do apteki, machnęła ręką w stronę lokalu z dużym szyldem „APTEKA”.
Kończyłam właśnie układać zakupy, kiedy wróciła z małą paczuszką, jej zadowolona mina i spojrzenie, jakim mnie obrzuciła, troszkę mnie zaniepokoiła.
Z doświadczenia wiedziałam, że taka jej minką oznacza kłopoty.
Nie, tym razem nie dam się wciągnąć w żadne rozróby, postanowiłam być stanowcza.
-Co znowu? Anka zdziwiona moim milczeniem spojrzała na mnie.
-Nic, wzruszyłam ramionami, ale czuję, że coś kombinujesz.
-Ja? Kombinuję udała zdziwienie.
-Tak, ta twoja minka, wyglądasz jak kocica, która widzi miseczkę mleka.
-No dobrze, mam pomysł przyznała się w końcu.
-Już się boję, te Twoje pomysły, poczułam, jak przechodzą mnie ciarki.
-Oj głupia, nie bój się, zaraz Ci opowiem, co wymyśliłam, na pewno się ucieszysz, na jej ustach zobaczyłam uśmieszek.
- No dobrze opowiadaj, poddałam się, ciekawe, w co tym razem Anka chce nas wpakować?.
-Faceci to mają dobrze, zaczęła po chwili milczenia, jak mają ochotę na małe bara-bara to, co robią?
Spojrzała na mnie, czekając na odpowiedź.
-a skąd mam wiedzieć wzruszyłam ramionami, nigdy o tym nie myślałam.
-Błąd spojrzała protekcjonalnie, oni mają więcej możliwości niż my kobiety, mogą pójść do agencji,
Umówić się z jakąś laską z ogłoszenia.
-Kobiety też mogą, zaprotestowałam.
-Tak? Uśmiechnęła się kpiąco, patrząc na mnie.
-Spróbuj pójść do agencji, zobaczysz, co ci zaproponują, albo daj ogłoszenie w gazecie, że szukasz faceta, żeby Ci zrobił dobrze, znowu się zaśmiała.
-No dobrze mają więcej możliwości, zgodziłam się niechętnie z jej wywodami, ale co z tego wynika?
-To, że my babki musimy korzystać z nadarzających się okazji, w jej głosie brzmiała stanowczość.
-My też, teraz mamy taką okazję, uśmiechnęła się, oblizując koniuszkiem języka usta.
-Zwariowałaś, jaką okazję, jacy faceci, gdzie ich widzisz, demonstracyjnie rozejrzałam się wokół.
-Chyba że chodzi ci o tego dziadka, wskazałam palcem na starszego faceta wychodzącego ze sklepu, pod którym stałyśmy.
-Zgłupiałaś, roześmiała się, pamiętasz Tę dwójkę z wczoraj?, Janka i Twoje patrzydełko Mareczka.
Poczułam, jak się rumienię, ale nie odpowiedziałam, czekając, aż powie coś więcej.
-Widzę, że tak, mam numer telefonu do Janka, zaproszę go do nas, w jej oczach zalśniło pożądanie.
-jak chcesz, ale na mnie nie licz, mam męża, dodałam trochę przestraszona wizją ponownego spotkania z moim wybawcą.
-Męża! też coś, prychnęła lekceważąco.
-To gdzie on teraz jest?, czym się teraz zajmuje a może kim? Dodała złośliwie.
-Widzę, że brakuje Ci kutasa, jej bezpośredniość była porażająca.
-Zamiast tak się męczyć, skorzystaj z okazji.
-Masz wibrator? Jej pytanie zaskoczyło mnie.
-Przecież wiesz, spłoniłam się, patrząc w jej roześmiane oczy.
-Jak go używasz, to jest zdrada mężusia?
-Nie, nie jest, odpowiedziała sobie sama.
-Możesz tak samo potraktować seks z facetem, naturalny wibrator, na dokładkę cieplutki.
-Dasz mu się przelecieć, będziesz miała przynajmniej trochę przyjemności, mężulek o niczym nie musi wiedzieć.
-Ale, to nie fair, ja tak nie mogę.
-możesz skarbie, możesz, wczoraj jakby chłopaki byli bardziej zdecydowani, to szybko obydwie rozłożyłybyśmy nóżki, ale co się odwlecze to nie uciecze.
-Dzwonię, do Janka wyciągnęła komórkę.
Ona chyba zgłupiała, przez głowę przebiegało mi, żeby wyskoczyć z samochodu i uciec jak najdalej.
-Przyjedzie, w jej głosie zabrzmiała satysfakcja, kiedy po skończonej rozmowie odłożyła telefon.
-Postara się namówić Twoje patrzydełko, nie będziesz czuła się samotna, zakpiła z uśmiechem.
-W najgorszym wypadku, podzielę się Jankiem, żebyś nie była pokrzywdzona.
-Obejdzie się, burknęłam zła, że dałam się wmanewrować w taką sytuację.
-Jedziemy, włączyła silnik i powoli ruszyła z miejsca.
-Musimy przygotować się na przyjazd chłopaków, zobaczysz, będzie dobrze, dodała, widząc moją minę.
Nie odpowiedziałam, myśląc, jak to się stało, że jadę z nią na spotkanie z chłopakami.
Przecież my nic o nich nie wiemy.
Może to i dobrze, oni również nas nie znają, poczułam jak w kroczu, rodzi się napięcie.
Przypomniałam sobie zachowanie męża, jego lekceważenie.
Jeśli myśli, że będę siedziała w domu i czekała na jego powrót to się grubo myli.
Zobaczę, jak to się rozwinie, zawsze mogę powiedzieć nie, starałam się zagłuszyć głos rozsądku.
Jak Anka chce się pieprzyć, jej sprawa, chociaż propozycja, że może  podzielić się Jankiem, spowodowała, że majteczki zrobiły się wilgotne.

8 856 czyt.
23294100% 20
merlin

merlin opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 1419 słów i 8044 znaków. ·

Komentarze (2)

 
  • merlin

    merlin 6 sty 21:13

    Witaj! wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Dużo zdrowia i Szczęścia.

  • Ramol

    Ramol 6 sty 20:13

    Oj będzie się działo!!!