Nadal (część druga i ostatnia)

Nadal (część druga i ostatnia)

Wolne dni nie są dla każdego. W takie dni ktoś, kto całe życie spędza w pracy chodzi bezczynnie od ściany do ściany, po czym z nudów zaczyna sprzątać cały dom, chociaż w połowie zauważa, że właściwie jest czysto. Alicja odkurzyła mieszkanie, ugotowała obiad i zaczęła przygotowywać się do nadchodzącego odczytu. Jednak nie potrafiła skupić się na temacie swojej pracy. Już nawet konferencje ani praca nie odrywały jej od tęsknoty za mężem. Nie widzieli się prawie miesiąc, a codzienne rozmowy przestawały wystarczać. Zostały jeszcze cztery  dni do spotkania aby mogli znów być blisko siebie cały czas, nawet nie musieliby się od siebie odrywać.  
             Właściwie od tamtego spotkania w hotelu byli znów parą, małżeństwem. Wycofali pozew. Ale wspólna ucieczka od codzienności dawała wrażenie, że próbują czegoś nowego, że ten "romans" to przygoda, której od dłuższego czasu potrzebowali, więc nie rezygnowali z tej przyjemności. Kiepski stan ich relacji praktycznie nie rzutował jakoś widocznie na jakość seksu, który zawsze dawał im satysfakcję. Wpłynął jednak na jego charakter. Kiedy się kłócili, wiele z konfliktów kończyło się w pościeli albo, co gorsza, było do niej przenoszone, a ulubiona zasada Alicji, która głosiła, że nie powinno się iść do łóżka bez zażegnania sprzeczki przestała mieć znaczenie. Na dodatek zarówno ją jak i Eliego męczyło zasypianie bez słowa czy chociażby bez najbardziej delikatnego i niewinnego dotyku ust, nie mówiąc już o długich rozmowach, które prowadzili leżąc już wtuleni w siebie nawzajem do późnej nocy. Teraz to wszystko wróciło. Eljah dzwonił zanim położył się do łóżka i luźne, niezobowiązujące wymiany zdań były tym, na co Alicja czekała od rana.  
- Wyjedźmy razem, na kilka dni. - zaproponował jej niedawno.  
- Eli... pomyśl chwilę, moja praca, dzieci...
- Weźmiesz chorobowe.  
- A dzieci?  
- Adam jest dorosły.
- Ale Miriam...
- Co, boisz się, że go sprzeda? - Alicja roześmiała się mimowolnie na to pytanie. Jej mąż miał zupełną rację. Miriam była sprytna i przebiegła, a jej brat inteligentny, ale powolny i łagodny. Gdyby tylko chciała, sprzedałaby go i wysłała kurierem do kupującego szybciej, niż Adam mruga oczami.  
- Poradzą sobie bez nas - kusił Eljah - To tylko kilka dni. Może powtórzylibyśmy podróż poślubną?
- Skąd wytrzaśniesz roczne dziecko, co?  
- Tym razem tylko ty i ja. I Wenecja. Co ty na to? Powiedz, że to jakieś szkolenie, kurs, cokolwiek.  
- Kiedy wyjeżdżamy w takim razie?
- Nie musiałem długo namawiać.  
- Jak zwykle. Kiedy wyjeżdżamy?
- Za cztery dni, tak jak byliśmy umówieni. Lot jest o dziewiętnastej.  
- Wiedziałeś, że tak łatwo się zgodzę, prawda?  
- Pozwól, że nie odpowiem. - jego śmiech był subtelny, a głos niski i ciepły. Alicja już chciała być blisko niego. - Kocham cię, malutka.  
Zdanie zawisło na łączu gdzieś pomiędzy nimi. Alicja nie wiedziała do końca co ma odpowiedzieć, czy powinna odpowiedzieć. Przez chwilę milczała.  
- Ja ciebie też. - szepnęła w końcu, prawie do siebie. Serce zabiło jej mocniej.  

                        ***

             Alicja wyszła spod prysznica osłonięta jedynie ręcznikiem i przytuliła się do pleców męża, który patrzył przez okno i spokojnie pił kawę.  
- Eli... - szepnęła, wspinając się na palce aby dotknąć ustami płatka jego ucha. Nie dosięgnęła mimo to. Palce delikatnie wsunęła za pasek spodni kochanka.  
- Co się dzieje, królewno? - spytał czule słysząc potrzebę w jej głosie.  
- Chodź... - pociągnęła go za rękę, delikatnie całując obojczyk, gdy tylko się odwrócił. Przestała podtrzymywać ręcznik i pozwoliła mu opaść na podłogę.  
Oczywiście, że z nią poszedł. Była niesamowita... Kiedy ostatnio w niej był? Pół godziny temu? Godzinę? A ona znów leżała na nawet niepościelonym już łóżku, rozpalona i gotowa. Uklęknął przed nią, jeszcze ubrany, i rozłożył jej nogi. Alicja westchnęła w oczekiwaniu.
             Mężczyzna dokładnie badał wzrokiem jej drżące ciało. Kiedy jego oczy powędrowały do lekko zaróżowionej z podniecenia kobiecości kochanki, ona z zażenowaniem poczuła, jak spomiędzy wrażliwych warg wypływa gorąca, pojedyncza strużka wilgoci. "Świetnie" - skarciła siebie w duchu - "Nawet mnie nie dotknął, a ze mną dzieją się takie rzeczy". Tak, wystarczyło, żeby tylko spojrzał. Albo szepnął do ucha dwa albo trzy znaczące słowa. Ewentualnie musnął opuszkiem palców jakieś czułe miejsce, znał całe jej ciało na pamięć. Zamknęła oczy i jęknęła przeciągle gdy wargami zebrał tę odrobinę kobiecego soku, który spłynął po jej pośladkach. Nie chciał uronić ani kropli. Ona czuła jego spokojny oddech na swoich gładkich wargach sromowych, wiedziała, że przytulił twarz do jej uda i patrzy na nią, na to, jak drży i wije się w oczekiwaniu, na to, jak unoszą się i opadają jej piersi. Na oślep poszukała jego dłoni swoją i mocno ją chwyciła. Była spragniona, jej pozostałe myśli zniknęły, została tylko potrzeba zaspokojenia i jego imię odbijające się w jej głowie jak echo w pustym pomieszczeniu. Każda jej cząstka błagała o jego ruch, ale z ust nie padło żadne konkretne słowo.  
            Położył jej nogi na swoich ramionach i delikatnie pocałował wrażliwe miejsce pomiędzy nimi. Łechtaczka była już zupełnie twarda, soki spływały kaskadami po subtelnych wypukłościach. Nagle kobieta poczuła pierwszą falę spełnienia zalewającą jej ciało. Eljah podniósł się by spojrzeć w roziskrzone, półprzymknięte oczy kochanki. Napotkał na nieobecny, patrzący w pustkę wzrok. Chyba nigdy nie spotkał kobiety, która byłaby podczas orgazmu piękniejsza od Alicji. Nie powstrzymał się. Dotknął ustami jej uchylonych ust w czasie gdy cicho pojękiwała w ekstazie, a ona zdawała się tego nie zauważyć. Przyciągnęła ich złączone dłonie do swojej piersi, jej kręgosłup po raz ostatni wygiął się w kształtny łuk i opadła na chłodną pościel.  
- Wiesz, że jeszcze nie dam ci odpocząć? - szepnął, przeczesując palcami ciemne, można powiedzieć czekoladowe, włosy dziewczyny.  
- Mmm... mam taką nadzieję... - odpowiedziała słabym głosem.  
- Tylko teraz zrobimy tak... Skończysz, kiedy ja ci pozwolę. - na te słowa kobieta potrząsnęła głową z aprobatą.  
Podniecało ją, kiedy czuła się zupełnie uległa, kiedy była bezbronna i mogła powierzyć mu całą siebie. On był taki silny i męski... Idealny by okiełznać jej dziką naturę, zdominować ją, nauczyć ogłady. Pragnęła być posłuszna aby chociaż nazywał ją grzeczną dziewczynką, tak jak dawniej.  
- Kochanie, nie każ mi tyle czekać... proszę... - jęknęła przez ściśnięte gardło.
- Jak tylko sobie życzysz. - uśmiechnął się subtelnie, znów ustami znacząc drogę w dół jej brzucha. Skóra jego kochanki pachniała cytrusami, ale zbliżając się do jej łona czuł mieszający się z tą wonią jeszcze jeden, bardziej pobudzający zapach, który zawsze doprowadzał jego męskość do twardości i drżenia. Przywarł ustami do źródła tego zapachu i delikatnie drażnił językiem opuchniętą, nadal albo znów sztywną łechtaczkę.  
- Nie dam już rady... - pisnęła Alicja. Jej serce biło tak mocno jakby chciało wyskoczyć z piersi.  
- Cierpliwości. - zamruczał jej kochanek odrywając wargi od wilgotnej kobiecości. Podniósł się, ku niezadowoleniu dziewczyny. Jednak zaraz znów dał jej zajęcie wsuwając palce do gorącego wnętrza jej ust. Ssała je grzecznie jakby to było coś zupełnie innego, pieściła językiem, mruczała z zadowoleniem. Samej sprawiało jej to przyjemność, szczególnie kiedy czuła na swoim udzie męskość kochanka, która wyraźnie domagała się uwagi. W końcu Eljah zabrał dłoń.
Wilgotne palce powędrowały między uda kobiety, delikatnie rozciągając jej ciasne wnętrze, jednak nie zostały tam długo. Było jej coraz ciężej i ciężej, nie wiedziała jak długo wytrzyma na tym skraju rozkoszy, na którym utrzymywał ją kochanek. Sama nie wiedziała już co się z nią dzieje - było jej jednocześnie dobrze i źle, wypełniała ją tęsknota za czymś nieokreślonym, a w tym samym momencie wiedziała dokładnie czego pragnie, była szczęśliwa i czuła pod powiekami napływające do oczu łzy.  
              Niespodziewanie Ala poczuła jak jej pośladki są rozchylane, a wilgotne palce, na razie jeden z nich, delikatnie napiera na jej odbyt. Przestraszyła się, bo wcześniej nie bawili się w pieszczoty analne, jedynym nawilżeniem w tym momencie były jej własne soki
- Spokojnie. - zapewnił ją. - Będzie ci dobrze. Zaufaj mi.  
Ona tylko przytaknęła. Ufała mu bezgranicznie, jak zwykle. Po kilku próbach wpuściła go do środka, najpierw jeden palec, później dwa. Nie wiedziała, które z odczuć jest silniejsze, ból czy rozkosz. A może jedno podsycało drugie? W końcu, cały czas delikatnie ją rozciągając, wyszeptał do jej ucha, żeby odwróciła się i uklęknęła. Wysunął z niej palce i czekał na reakcję. Kiedy się podniosła, zakręciło się jej w głowie.  
- Jak się czujesz, malutka? - zapytał z czułością, kiedy zachwiała się i oparła plecami o jego klatkę piersiową.  
- W porządku. - szepnęła i pocałowała go w usta, po czym  pochyliła się do przodu, opierając się na rękach.  
- Połóż buzię na poduszce. - usłyszała i niezwłocznie wykonała polecenie. Czy powinna odczuwać taki wstyd? W tej chwili żyła z nim dłużej niż bez niego, on w stu procentach znał jej ciało, a kiedy była tam przed nim, w połowie leżąc, a w połowie klęcząc, z pupą uniesioną do góry i ociekającą sokami cipką, czuła nic innego jak wstyd.  
Zapomniała o nim zupełnie, kiedy poczuła jego język tam, gdzie nigdy wcześniej. Przygryzła materiał pościeli, jęknęła przeciągle. Uczucie było zupełnie nowe. I cudowne, wręcz obezwładniające. Jego dłonie spoczywały na jej pośladkach, od czasu do czasu delikatnie je ugniatając, co potęgowało jej rozkosz.  
- Mogę...? Proszę, pozwól mi już... - szeptała cicho błagalnym tonem.  
- Nie. - usłyszała tylko i dostała klapsa w pośladek. Delikatnego, na jej skórze jednak pozostało lekkie zaczerwienienie.  
Mężczyzna przestał ją pieścić, patrzył jednak z zadowoleniem na zdesperowaną, pragnącą spełnienia żonę, która cały czas trwała we wcześniejszej pozycji. Wsunął główkę sztywnego penisa między płatki jej zupełnie mokrej kobiecości. Zanim zdążył pchnąć, ona nabiła się na niego z westchnieniem ulgi.  
- Grzeczna dziewczynka. - pogłaskał jej zaczerwieniony pośladek. W końcu sam był już blisko, nie trzeba było zbyt wiele. - Możesz dojść, malutka.  
Soki niemal trysnęły z jej rozgrzanego wnętrza, a po jej policzkach pociekł strumień łez. Dochodziła do siebie długo, jeszcze leżąc w ramionach męża, słuchając jak normuje się jego oddech.  
- Wróć ze mną do domu. - poprosiła w końcu, kiedy mogła już pozbierać myśli.  
- Jesteś pewna?  
- Tak. Nie chcę się już z tobą rozstawać, czekać na nasze spotkanie, nie chcę za tobą tęsknić. Twoje miejsce jest przy mnie, przy Adamie i przy Miriam. Chcę spać z tobą w naszym łóżku, pić z tobą kawę z naszych kubków.  
- Też nie chcę już na ciebie czekać. - pocałował ją w czoło. Jej duże oczy, cały czas wpatrzone w niego, przymknęły się na moment. Jak mógł chociaż przez moment pomyśleć, że jest w stanie bez niej żyć?  

                          ***

- W końcu - Miriam przewróciła oczami, niby ze zniecierpliwieniem, widząc ojca w drzwiach. Wcześniej rzuciła bratu krótkie spojrzenie z gatunku "a nie mówiłam"?  
- Czy ja wiem, czy tak w końcu - mruknął Eljah obejmując córkę - Teraz porozmawiamy sobie o wychodzeniu z nałogu.

6 962 czyt.
22979100% 9
cynthia22

cynthia22 opublikowała opowiadanie w kategorii erotyczne, użyła 2235 słów i 11954 znaków. ·

Komentarze (1)

 
  • pieszczoch45

    pieszczoch45 21 gru 2016

    Piękne, zmysłowe, wspaniałe