Z zapisków N.

Z dedykacją… myślę, że wiesz dla kogo.  

    ♠ ♠ ♠

   Budzi mnie krzyk o minione. Budzi mnie biały puch w towarzystwie krwistej cieczy. Budzą mnie dwa bezbronnie wierzgające się łabędzie.

   Tęsknota rzucana w agonii zagłusza resztki kojącego snu, niespełnione prośby burzą błogą łaskę trwania, a styrana nadzieja beztrosko gasi swój ostatni płomień… Nieustannie myślę o tym, choć wcale nie chcę o tym myśleć. Płaczę za tym, choć obiecałam sobie, że już nie będę. Tęsknię za tym, choć wcale nie chcę za tym tęsknić. Chcę zapomnieć, choć ciągle do tego wracam.  
   Głuchy szept osób, które nie rozumieją z czasem doprowadza na skraj świadomości, a cichy szloch stopniowo topnieje w czterech pustych ścianach. Bezkresna litość powoli wpędza w obłęd, a głowa eksploduje od natłoku niepotrzebnych myśli. Spędzam tysiące drogocennych minut na roztrząsaniu tego, co nie powinno mieć już większego znaczenia. Analizuję wszystko od początku, nie dochodząc do jakichkolwiek nowych wniosków poza tym, że to ja zawiniłam.  
   Moja naiwność przekracza wszelkie możliwe szczyty. Próbuję odejść, ale to sprawia tylko, że zostaję w miejscu. Staram poddać się własnemu egoizmowi, ale zdaje się, że ten już dawno opuścił mnie na rzecz troski o innych i – tym samym – własnej autodestrukcji. Nie wyrażam jakiejkolwiek chęci na pomoc przez strach o ponowne pozornie bezinteresowne zaufanie. To nieprawda, że ludzi obchodzi ich wzajemny los – to najgorsze łgarstwo, jakie można usłyszeć od drugiej osoby. Potraktują jak głupca, udając chwilową "bratnią duszę” – sam przyznaj.  
   Jestem martwa w środku, a mimo to wewnętrzny ból sięga apogeum wraz z kolejnym pojawiającym się obrazem szczęścia. Szukam gałęzi, na której mogłabym się wesprzeć, niestety, z marnym skutkiem. Wszystkie wspomnienia stopniowo zamazują widok przez nadchodzące łzy. Nie potrafię opanować własnych żądzy, które samowolnie wypełzają na powierzchnię, szukając oddechu. Zagłuszane emocje już dawno starały się wyjść na zewnątrz, niszcząc dotychczas starannie budowaną barierę przed realiami. Chcę móc uciec, zakopać jakiekolwiek uczucia, pogrzebać kruchą lodową skałę, zwaną sercem. To wszystko, czego mi brak budzi we mnie z czasem masochistkę.  
   Ból jest kojący, naprawdę pomaga; pozostawia mnie tu, na ziemi. Sprawia, że patrzę na to z zimną krwią. Daje wiele możliwości, a jednocześnie zaciska prowizoryczny sznur wokół szyi, wbijając równie długie i szczupłe szpony w obnażony kark. Nie kontroluję go. Poddaję się temu.  
   Błagam o jakikolwiek powrót, o chwilę trwania, o to, co dawno już przeminęło. Brak tego rujnuje mój umysł, sypie popioły na gnijące zgliszcza, wyrywa wielką część samej mnie. Pustka jest obezwładniająca, nie daje chwili wytchnienia, nie pozwala na głuchy skowyt, odbiera szansę walki. Nie myślałam nawet, że to zajmie tyle czasu. Każda pojedyncza śmierć bliskich mi osób nie wywołała we mnie tak trwałego i czasochłonnego poruszenia, jak to. Wzbudzam niechęć we własnych oczach. Strach przed minionym nie pozwala kontrolować codzienności.  
   Wszystko przypomina złożone w oddaniu obietnice, aż z trudem się powstrzymać. Tylko głupiec pomyślałby, że to miało trwać "wiecznie”. Spójrz w gwiazdy i zastanów się, ile czasu minęło od wypowiedzianego "na zawsze”? Sam nie wiesz. Było pięknie, przecież takie właśnie bywają początki. Niedosyt popycha do mało racjonalnych wybryków, do których nie chcemy – a może wstydzimy się? – przyznać także przed samym sobą. Cóż, w takiej sytuacji nikt nie jest dorosły.  
   Czuję, że nie mam już nic; odebrany został nawet smutek. Przerażenie przywłaszcza sparaliżowany umysł i wiem, że to wszystko już nie wróci, choćbym krzyczała i łkała z całych sił. Po niedawno zasklepionych ranach raz na jakiś czas spływa gorzki smak tłumionych łez. Chęć bycia czyimś jest niemożliwie bolesna.  
   Przyzwyczajam się jednak do obecnego stanu rzeczy. Jest ciężko, ale tłumaczone tysiące razy błędy nie pozostawiają innego wyboru. Jest źle, bardzo źle, i jeszcze długo tak będzie. Wpadanie w chwilowe euforie stanie się normą, potwierdzaną wyjątkami. Zagojone blizny wciąż będą dostawały to, o co nieustannie proszą, a ja sama będę usiłowała wmówić sobie, że to koniec. Miliony emocji, które stoją w płomieniach niezauważalnie niszczyć będą zaspaną podświadomość, trafiając w nią bezgłośną amunicją.  
   Wielka, niewyobrażalnie wielka część, wyszarpnięta przez wspomnienia nie pozwala teraz na odczuwanie czegokolwiek. Rozdarta zdolność uczuć dawno odebrała nikłe szanse. Sama nie umiem przyznać, że to koniec. Że to, co było już nie wróci, że wina ma obrany kierunek, do którego zmierza z pełną premedytacją, że nie ma co rozczulać się nad własnym losem.  
   Szczęście będzie czekać na końcu drogi. I wiem, że będzie ona kręta, powyrywana, z wieloma dziurami, ale warta zachodu. Mnóstwo ludzi będzie podkładać bezmyślne kłody, mnóstwo serc będzie rzucać bezwartościowe wyzwania i mnóstwo z Nas im nie podoła, a naprawi to odrobina lojalności wobec samych siebie. Odebrane Nam zostanie wszystko i wszyscy, najcenniejsi i najdrożsi, mniej i bardziej ważni. Rozmyta garstka zostanie zbesztana, wdeptana w samo dno, spalona żywcem.  
   Długo jeszcze będę budzić pamięć i błagać o wspomnienia. Długo jeszcze będę przechodzić przez to samo własne piekło i długo jeszcze będę starała się z tego wyjść o własnych siłach.  
   I wiem, że żadne kolejne odejście nie odbierze mi tak dużo z siebie, jak odebrało mi to.  
Wszyscy coś tracą i każdego boli to w równie większym lub mniejszym stopniu, niezależnie od tego, czy jest to ręka, noga, kot, pies, członek rodziny czy bliska Ci osoba.  

    ♠ ♠ ♠

   Na pierwszy rzut oka myślisz, że Twój świat dobiegł końca, skończył się, rozsypał. Nie łudzisz się dalej dziecięcą naiwnością, stawiasz pierwsze – bardzo niezdarne, ale za to jak stanowcze – kroki. Jest ciężko, sam dobrze wiesz, ale się udaje. Tęsknisz za kimś, za czymś, tęsknisz do kogoś. Powodzenie przyjdzie za jakiś czas; ze wsparciem, czy też bez, ale razem damy radę.  
   I wiedz, Drogi Czytelniku, że mimo wszystkich starań, całej nienawiści i płaczu, wszystkich tłamszonych emocji, gdzieś głęboko w każdym z Nas pozostaną zatracone wspomnienia, tląc się bez pamięci, bez oddania, bez gniewu i żalu.  


   Pamiętaj tylko…

  
   Nie składaj obietnic, które rozdzierają serca i nie reanimuj uczucia, które już dawno umarło.  

    ♠ ♠ ♠

P.S. Na potrzeby wyżej przeczytanego tekstu (oraz w trakcie jego powstawania) zostały spożyte n i e m o ż l i w i e wielkie ilości czekolady oraz hektolitry kofeiny.

1 664 czyt.
11936100% 6
Lilith

Lilith opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1192 słów i 6922 znaków. ·

Komentarze (3)

 
  • Sturbuck

    Sturbuck 24 wrz 2015

    Cukier, a na pewno kofeina, w niemożliwie wielkich ilościach, sa szkodliwe. Zwłaszcza w wieku 17 lat. Nie zaszkodziły jednak tekstowi.

  • LittleScarlet

    LittleScarlet 22 lip 2015

    Nie wiem co myśleć o tym tekście. Czuję się głupia. Bo przecież mogę się przyczepić, że jak na mój gust przesadziłaś z ozdobnikami, autorko, że jest zbyt patetycznie, ale to mi nie pomaga. Ja wciąż nie wiem! Pomocy. Proszę.

  • Malolata1

    Malolata1 2 lip 2015

    Jestem pod megaaaa wielkim wrażeniem, kobieto! Wspaniale! Bombowo! Akurat czytając to dziś, trafiłaś w sedno..:(